Gehenna rodziny zaginionego Jarosława Drózda [WIDEO]

2

Zaginął Jarosław Drózd. Rodzina podejrzewa utonięcie. Matkę i brata zaginionego do rozpaczy doprowadza bierność policji, która ich zdaniem nie zrobiła niczego, aby odnaleźć zaginionego.

Raciborzanin Jarosław Drózd zaginął 30 maja bieżącego roku. Od tego czasu trwa gehenna jego rodziny i jej nieustanne utarczki z policją. Rodzina twierdzi, że funkcjonariusze z Otmuchowa i Nysy nie zrobili niczego, aby go odnaleźć.

- reklama -

Zaginięcie
29 maja Jarosław Drózd wyjechał wypocząć nad Jezioro Otmuchowskie. Wziął ze sobą niewiele rzeczy: ubranie na zmianę, spodnie moro i sprzęt wędkarski. Tego samego dnia zarejestrował się w jednym z lokalnych ośrodków wypoczynkowych. Zapłacił za cztery dni z góry. Ostatni raz widziano go 30 maja ok. godz. 23.00 – pytał jednego z wędkarzy jak biorą ryby. Później ślad po nim zaginął. Rodzina podejrzewa, że mógł utonąć.

Wieść o zdarzeniu
Po zaginięciu Jarosława Drózda w mieszkaniu jego matki pojawiła się raciborska policja. – Policja przyszła do mnie po tygodniu. Kiedy spytałam, kim panowie są, bo dużo słyszało się o przebierańcach, to pokazali mi na broń i napis "policja". Pytali o syna, ale ja nic nie wiedziałam poza tym, że pojechał na ryby. Powiedzieli mi, że nie zapłacił za domek, zabrał dokumenty i uciekł – mówi. Matka uważa, że syn nigdy nie wyjechał i nie uciekłby bez dania znaku życia. Wynajęła samochód i osobiście udała się nad Jezioro Otmuchowskie.

W ośrodku wypoczynkowym okazało się, co potwierdza relacja pracowniczki ośrodka Elżbiety H., że domek był opłacony a na miejscu zostały rzeczy osobiste zaginionego – portfel, dokumenty, karty bankomatowe i pieniądze. Te informacje potwierdza również policja z Otmuchowa.

Kto szukał zaginionego?
– Wynajmowałam samochód i jeździłam na miejsce. Wypytywałam i właśnie od jednego z wędkarzy dowiedziałam się, że widział mojego syna 30 maja. Podobno słyszał później również jakiś krzyk. Nie mogłam prowadzić poszukiwań na własną rękę, więc zadzwoniłam po drugiego syna do Irlandii – mówi matka Jarosława. Jej zdaniem miejscowa policja w ogóle nie prowadziła poszukiwań. Tego samego zdania jest brat zaginionego.

– Gdy matka powiedziała mi co się stało, to przyjechałem do Polski, bo sam wiem jaka jest nasza policja. Rozmawiałem z wędkarzami, ludźmi z tego i innych ośrodków, pokazywałem im jego zdjęcia, pytałem również, czy policja go szukała. Żadna z osób, z którymi rozmawiałem nie widziała policji. Policjanci twierdzą, że szukali mojego brata, że przeszukiwali brzegi – to jest totalna bzdura. Tam wędkarze siedzą w odległości 3-4 metrów od siebie. Żeby prowadzić takie poszukiwania, trzeba byłoby wydać zakaz wędkowania, a niczego takiego nie było. Pytałem policjantów czy sprawdzali monitoring w Otmuchowie, to mnie wyśmiali, mówili, że nie ma żadnego monitoringu, a przy wjeździe do miasta jest tabliczka "miasto monitorowane". Poza tym na każdym większym skrzyżowaniu są teraz kamery – mówi brat J. Drózda.

Rodzina zaginionego pytała również pracowników zapory otmuchowskiej, czy nie widzieli ciała oraz czy ciało mogło wypłynąć z jeziora przez zaporę. Okazało się, że owszem, ciało mogło wypłynąć przez zaporę – gdy poziom wody w jeziorze jest wysoki – a tak było w czasie zaginięcia J. Drózda – uruchamiane są turbiny. Ciało mogło więc przedostać się na drugą stronę zapory. – Jak spytałem się potem policji, czy szukali za zaporą, to powiedzieli mi, że tam nie jest już ich teren. Później byłem znowu, szukałem już za zaporą, znalazłem tam potargane ubrania, ale trudno określić, czy to jego. Wędkarze za zaporą nie mieli pojęcia, że takie zdarzenie w ogóle miało miejsce. Mówili: "Policja? Panie, gdzie policja tutaj!" – relacjonuje brat zaginionego.


Zaginiony Jarosław Drózd (na zdj.). Rodzina przypuszcza, że mógł utonąć. Policja nie podziela tego poglądu, jednakże utrzymuje, że mimo to prowadziła zakrojone na szeroką skalę działania poszukiwawcze.

Niepłacone alimenty
Jarosław Drózd miał stawić się w zakładzie karnym w Raciborzu, aby odsiedzieć karę za niepłacone alimenty (dwa tygodnie). Zdaniem rodziny był na to gotowy i nie stanowiło to dla niego problemu. Tym bardziej, że jego sytuacja ekonomiczna zaczynała się stabilizować. Biznes, który prowadził – sprzedaż generatorów mocy z własną jednostką napędową – przynosił coraz większe zyski, na dniach miał otrzymać zapłatę za zamontowane w ostatnim czasie urządzenia. Zarówno matka, jak i brat oraz narzeczona zaginionego wykluczają możliwość jego ucieczki z tego powodu.

Zdaniem policji
Zapytaliśmy nyską policję o działania przedsięwzięte przez funkcjonariuszy, których celem byłoby odnalezienie Jarosława Drózda. – Zebrane przez policjantów informacje nie wskazywały by mogło dojść do utonięcia zaginionego mężczyzny. Mimo to policjanci kryminalni dokonali penetracji linii brzegowej rzeki Nysa Kłodzka oraz jeziora. Sprawdzono okoliczne szpitale, hotele oraz inne podobne obiekty. Wszyscy policjanci zostali zadaniowani pod kątem poszukiwań zaginionego i zbierania informacji mogących pomóc w odnalezieniu zaginionego. Każda z tych czynności była zgodnie z obowiązującymi przepisami dokumentowana. W wielokrotnych poszukiwaniach brzegów jeziora oraz rzeki oprócz policjantów uczestniczyli również strażacy  PSP w Nysie oraz OSP w Otmuchowie. Między innymi korzystano ze sprzętu pływającego straży. Informację o zaginięciu przekazano też pracownikom zbiornika wodnego Otmuchów. Dzięki prowadzonym działaniom uzyskano również informacje o tym, że mężczyzna mógł być widziany na terenie województwa dolnośląskiego. Opracowano również i przekazano mediom informację o zaginięciu mężczyzny. W tej chwili policjanci zbierają informacje o możliwych miejscach pobytu zaginionego i je weryfikują – poinformowała nas – po dwóch tygodniach – sierż. szt. Katarzyna Janas z KPP w Nysie.

Co mogło się stać?
– Gdyby chciał uciec, to już dawno by to zrobił, sprowadziłby swoją narzeczoną i dziecko, które bardzo kochał. Ale on chciał zostać na miejscu, rozwijać swoją firmę. Ostatni raz rozmawiałem z nim po nieudanym zabiegu jego siedmiomiesięcznego dziecka. Powiedział mi, że chce zajmować się maleństwem aż do śmierci. I kto wie czy k… właśnie tak się nie stało – mówi ze łzami w oczach brat zaginionego.

Jarosław Drózd w przeszłości przeszedł zapalenie opon mózgowych. Od tego czasu cierpiał na zaburzenia równowagi oraz silne bóle głowy. Stronił od alkoholu. – Mój brat nie pił. Nawet jak przyjeżdżałem czasem do Polski, to wypiliśmy razem najwyżej po piwie i tyle. Dużo ćwiczył, był typem filozofa. Nie nadużywał alkoholu i nie brał narkotyków – mówi jego brat. Matka zaginionego uważa, że syn najprawdopodobniej wpadł do wody i utopił się, tym bardziej że w czasie jego zaginięcia intensywnie padało.

Brat Jarosława Drózda przez kilkadziesiąt godzin na własną rękę prowadził poszukiwania. Uważa, że ciało mogło utknąć w jednej z zatoczek jeziora, gdzie pełno jest porwanych sieci, zatopionych krzaków, a nad wszystkim unosi się smród zdechłych ryb lub też mogło wypłynąć przez zaporę, w czasie gdy pracowały turbiny.

Matka zaginionego pogodziła się już ze stratą syna, ale nie może pogodzić się z postawą służb porządkowych. Jedyne czego chce, to odnalezienia jego ciała i wyprawienia synowi godziwego pochówku.

 

/Wojciech Żołneczko/
——————————————————————————————————————– 
Artykuł zaczerpnięto z GazetaInformator.pl nr 143

Więcej wiadomości z regionu na portalu regionalnym GazetaInformator.pl

——————————————————————————————————————– 

Podziel się informacją lub napisz własny  artykuł na forum.
Dodaj Temat na:   
forum.raciborz.com.pl

Dodaj!

——————————————————————————————————————-

- reklama -

Najnowsze firmy w PLUSYdlaBIZNESUWięcej firm >>

Ostatnio dodoane ogłoszenia w #kupujlokalnieWięcej ogłoszeń >>

2 KOMENTARZE

  1. kizia

    Zapraszam wszystkich do opisania swoich doświadczeń z generatorem okaże się czy nie miał powodów do ucieczki.Za alimenty miał iść siedzieć?a oszustwa itp.?zdewastował nam dom okradł i wyprowadził się bez słowa.Upozorowanie własnej śmierci to w jego stylu.Nie stawia się na rozprawy i myśli że go kara ominie jak zrobi show z zaginięciem,chyba wziął przykład z katarzyny w.A gdzie zrozpaczona Elżunia?Ją też omamił i wyszyścił z kasy,ale ta baba jest tak głupia że pewnie do tej pory mu wierzy.

  2. bo...

    bo policja w polsce nie ma chronic obywateli i pomagac im tylko latac dziure budzetowa, takie sa wytyczne jasnie oswieconego ministra wincenta!

KOMENTARZE

Please enter your comment!
zapoznałem się z regulaminem
Please enter your name here