Raciborski funk porwał Wrocław

13

Funk4Fun – zespół znakomicie znany w Raciborzu, cieszący się w mieście dużą popularnością i sympatią, wyruszył na podbój Wrocławia. Zobacz fotorelację z koncertu.

3 grudnia w pubie "Od zmierzchu do świtu", "funki" pokazały klasę, a wrocławskie fanki pokazały, że obok ich muzyki nie da się przejść obojętnie.

- reklama -

 

 

fot. Andrzej Czarnota

 

 

– Niesamowite uczucie: wchodzisz do wrocławskiego pubu, a tam sala pełna ludzi z Raciborza. Czuję się jakbym był w domu – skwitował Marek grudniowy wieczór w pubie " Od zmierzchu do świtu".

 

Rzeczywiście, 3 grudnia we Wrocławiu, dał koncert raciborski Funk4Fun. Wchodząc na salę, trudno było się oprzeć wrażeniu, że na chwilę wszyscy ludzie tam zgromadzeni, stali się jedną rodziną. Jednoczyło jednak nie to, że pojawiło się mnóstwo osób z Raciborza. Jednoczył niesamowity klimat, energia i radość, czyli to, co typowe dla koncertów Funk4Fun…

 

O tym, co się działo ostatnio, dzieje obecnie i dziać będzie w grupie Funk4Fun, opowiedział nam Michał Fita – członek zespołu.

 

Anna Burek: – Niespełna cztery miesiące temu, mówiłeś o tym, że jest to moment, w którym zastanawiacie się nad tym, czy to, co robicie jest na poważnie, czy to tylko zabawa, czy idziecie krok dalej, czy zostajecie w tym miejscu, w którym jesteście. Jak sytuacja wygląda w tym momencie?
Michał Fita: –  Hmm, staliśmy nad przepaścią i uczyniliśmy ogromny krok w przód (śmiech). Mówiąc poważnie, to stanęliśmy wtedy w obliczu takiej małej tragedii, jaką byłoby skończenie zabawy i poświęcenie czasu, pomysłów, energii jaką włożyliśmy w powstanie naszych numerów, w zagranie mnóstwa fajnych koncertów. W tej chwili plan jest taki, żeby koncertować jeszcze więcej. Chcielibyśmy w końcu zrealizować to, o czym mówimy od długiego czasu, czyli nagranie naszego materiału, choć mamy świadomość, że jesteśmy zespołem koncertowym. Miejmy nadzieję, że po takich koncertach ludzie będą chcieli zabierać nas na płytach do swoich domów.

 

A.B.: – Rozumiem, że mówiąc "po takich koncertach", masz na myśli między innymi ten dzisiejszy. Jaki on był?
M.F.: – Mnie się grało początkowo bardzo sztywno, ale to chyba z takiego przejęcia – dawno nie graliśmy koncertów. Ten koncert był pierwszym koncertem z Maćkiem(perkusista). Maciek grał z nami w zeszłym roku na urodzinach pubu " Koniec świata" w zeszłym roku, potem była przerwa i w tej chwili znów wróciliśmy do składu z Maćkiem. Nie chciałbym w tej chwili sam podejmować jakichś decyzji ostatecznych i głosić jakichś tez, bez zgody zespołu, ale Maciek sprawdza się w tym składzie i być może zostanie z nami.

 

A.B.: – Musimy sobie szczerze powiedzieć, że w Raciborzu ludzie przychodzą na koncerty z jednej strony dlatego, że lubią waszą muzykę, z drugiej strony dlatego, że lubią po prostu was i są wam w stanie wiele wybaczyć. Jakie stresy, jakie obawy i emocje towarzyszą koncertom poza Raciborzem?
M.F.: – No właśnie, my jesteśmy przyzwyczajeni do jednej wielkiej biby właściwie. Oprócz tego, że sami się świetnie bawimy na scenie, to jeszcze nasza zabawa przekłada się na zabawę publiczności. Poza Raciborzem najbardziej odczuwamy chyba stres, że to wszystko jest dla nas wielką zabawą i taki koncert jest wejściem do wielkiej piaskownicy cztery osiedla dalej, gdzie nie zna się nikogo, przynosi się własne zabawki i zadaje się sobie pytanie jak ta zabawa będzie wyglądała. Całe szczęście Wrocław jest częściowo raciborski, przynajmniej jeśli chodzi o publikę i część tych osób byłą tutaj. Myślę, że ta raciborska publiczność, to był element, część naszego składu, który rozbujał chyba cały lokal.

 

A.B.: – Dwie opinie, które między innymi usłyszałam od słuchających. Pierwsza: " Nie podobało mi się, udają wielkie gwiazdy". Co ty na to?
M.F.: – No trudno, no… Każdy ma prawo do swojego zdania. Trudno mi siebie, czy też swoich kolegów nazwać gwiazdą. To co robimy, robimy jeszcze w tej chwili amatorsko, każdy z nas zajmuje się czymś innym. Większość z nas to chłopaki, które mają swoje zawody i wykonują je. Trudno o nas mówić, że jesteśmy gwiazdami, skoro jesteśmy amatorami i mamy tego świadomość.

 

A.B.: – Druga opinia znacznie przeważająca i to nie tylko wśród ludzi z Raciborza, to taka, że słucha się was, co więcej patrzy się na was z ogromną przyjemnością. Michał z czego to wynika, na czym to polega i czemu to służy?
M.F.: –  To bardzo miłe, ale nie wiem z czego to wynika, chyba z nas samych po prostu, tacy jesteśmy. Szczęściem tego składu jest to, że jesteśmy tacy jacy jesteśmy. Borykaliśmy się z powiększeniem tego składu o dobry wokal, bo mamy świadomość, że to co śpiewamy jest jakie jest. Ale w tym tkwi nasz urok, jesteśmy prawdziwi,  nie udajemy nikogo.

 

A.B.: – Banalne pytanie, ale dla mnie niesamowicie ważne: Czy poza Raciborzem gra się jakoś inaczej?
M.F.: – No przede wszystkim na początku jest ogromny stres, ale kiedy widzimy, że jest feedback wszystko staje się normalne. Widzimy, że nasz sposób zabawy jest akceptowany i świetnie bawimy się z publicznością.

 

A.B.: – No właśnie, gracie dla siebie, czy dla publiczności?
M.F.: – I jedno i drugie.

 

Jeszcze długo po zejściu ze sceny chłopcy z Funk4Fun kręcili się po lokalu wysłuchując opinii słuchaczy i dyskutując z nimi. W pewnym momencie podszedł do mnie chłopak, który nazwał zespół gwiazdorzącym. – Wie pani co, oni chyba jednak są spoko – powiedział.
Funk4Fun mają w najbliższych planach koncerty w Krakowie i Raciborzu, na które serdecznie zapraszamy.

 

/ab/

 

Zobacz fotorelację autorstwa Andrzeja Czarnoty.

- reklama -

13 KOMENTARZE

  1. Nie byłbym tego taki pewien. Podobno parkiet się sprzeciwiłię jeszcze nie odebrał. Tzn. najpewniej jest amuzykalny, bo przeciw spotkaniom literackim nic nie miał 😉

KOMENTARZE

Please enter your comment!
zapoznałem się z regulaminem
Please enter your name here