Afrykańska noc z Andersenem

Do biblioteki na Kasprowicza zawitała Afryka. To była niezwykła, szalona noc! Gry i zabawy tak pochłonęły najmłodszych, że spać położyli się dopiero po godzinie 3.00 nad ranem. Zobacz zdjęcia

W piątkowy wieczór na ulicy Kasprowicza można było zobaczyć niecodzienny widok – grupa prawie 50 dzieci ze śpiworami, karimatami, a nawet z walizkami wchodziła do Biblioteki na spotkanie z afrykańską przygodą. Na małych Zulusów, Masajów i Beduinów czekała cała masa niespodzianek.

- reklama -

 

Na początku siostra z klasztoru Annuntiata opowiedziała o swoim pobycie na misji w Botswanie. Po kolacji, przygotowanej przez hotel Polonia, ścieśnione w Kąciku Malucha w Oddziale dla Dzieci i odgrodzone żywym murem bibliotekarek, tak żeby nie podglądały, nasze nocne marki oczekiwały głównej atrakcji wieczoru. Na dźwięk bębnów, dzieci opuściły kryjówkę i wesołymi okrzykami powitały grupę Karibu z Krakowa. Małżeństwo Yuga z Konga i Iza z Kenii, ich syn Tobi oraz John z Tanzanii swoją pozytywną energią porwali wszystkich do zabawy. Dzieci, przebrane w afrykańskie chusty, z pomalowanymi twarzami, miały do wykonania kilka zadań żeby w nagrodę dostać się do wioski. Własnoręcznie wykonały biżuterię, nauczyły się tańczyć i śpiewać po afrykańsku, zagrały na instrumentach a na koniec, już w wiosce Mamy Izy czekała na nich niespodzianka – niezwykła bajka o żarłocznym pająku.

 

 

 
 

 

 

 

Z naszą wesołą rodzinką nikt najchętniej by się nie rozstawał, ale czekały jeszcze inne atrakcje, a wśród nich nocne wyjście do Muzeum, w trakcie którego „straszyła” nas słynna raciborska mumia. Późną nocą, dzieci przygotowały prezentację najważniejszych informacji o Afryce, które zaznaczyły również graficznie na dużej mapie, sypiąc na nią piasek w miejscu pustyni, czy przyklejając świeże daktyle.

 

Podsumowaniem imprezy był turniej Olimpiki ya Afrika, w ramach którego odbyły się kalambury, quiz i robienie żywej mumii, czyli owijanie papierem toaletowym na czas. I kiedy o czasie mowa… była już 3 w nocy, kiedy zmęczone, ale nadal uśmiechnięte dzieci ustawiły się w kolejce do łazienki. Mimo krótkiego snu między regałami w Oddziale dla Dzieci, Zulusi, Masajowie i Beduini obudzili się rano w świetnych humorach. Po śniadaniu – świeżutkich rogalikach przygotowanych tradycyjnie już przez piekarnię Alfred, przyszedł czas na pożegnanie. Dzieci otrzymały dyplomy, kartki oraz słodycze ufundowane przez Mieszko a na pamiątkowej fotografii krzyczały głośno „Afryka”.

 

Tym, którym w tym roku nie udało się uczestniczyć w tej niezwykłej imprezie mówimy „Hakuna Matata” – nie martw się!, bo w przyszłym roku znowu powtórzymy tą magiczną noc!

- reklama -

KOMENTARZE

Proszę wpisać swój komentarz!
zapoznałem się z regulaminem
Proszę podać swoje imię tutaj