
Oferowano różności, od guzików po samochód, bo nie ma rzeczy, której nie można sprzedać.
Kolejny już raz miłośnicy staroci spotkali się na rynku w Wodzisławiu Śląskim. Jak w każdą pierwszą niedzielę miesiąca przyjechali zawodowi handlarze i sprzedawcy rzeczy różnych. Co ważne, tłumnie przybyli kupujący ci, którzy dokładnie wiedzieli czego szukają, jak i osoby, które chciały w ten sposób spędzić niedzielne przedpołudnie. Wszyscy mieli nadzieję, że wśród wielu rzeczy o wątpliwej wartości rynkowej odnajdą prawdziwy „skarb”. Jedni i drudzy chyba się nie zawiedli, choć pewnie liczyli na większą ilość zawieranych transakcji.
Kolekcjonerzy poszukiwali egzemplarzy mogących wzbogacić ich zbiory. Przeglądano kartki pocztowe, zdjęcia, odznaczenia i ordery z nadzieją wyszperania rarytasów i na ich dobrą cenę. Na stoiskach nie brakowało rzeczy codziennego użytku, choć nie spełniających już swej roli. Stare żelazka, wyżymaczki, projektory czy tarki przypominały o swym jakże niedawnym życiu i użyciu. Często wystawiano rzeczy, które ,wydawałoby się, nie mogą już znaleźć swego nabywcy, ale jak można było usłyszeć na targu: „Nie ma rzeczy, której nie można sprzedać”. Niektórzy oddawali się sentymentalnej podróży do dzieciństwa, do świata przedmiotów, które ich wtedy otaczały, a dziś znajdują swoje miejsce w muzeach i na pchlich targach. Zdarzało się, że rodzice próbowali tłumaczyć swym dzieciom działanie i użyteczność niektórych prezentowanych okazów. To okazało się już nie takie proste, zwłaszcza przy braku dobrej woli i zainteresowania latorośli w odkrywaniu dawnego, acz ukrytego piękna.

Oferowano także wiele świecidełek i ozdób, które przyciągały płeć piękną, Czesi oferowali formy do ciastek, które niezmiennie cieszą się powodzeniem. Wypełniony kupującymi i sprzedającymi Rynek, w ciepłą i spokojną niedzielę sprawiał, że wodzisławskie serce miasta tętniło życiem. Ludzie korzystali z oferty gastronomicznej, cukiernie przeżywały oblężenie. Miastu udało się ściągnąć do siebie bardzo wielu ludzi z okolicznych miejscowości, nie brakowało raciborzan.
Sukces targu staroci nie jest wcale taki oczywisty. Tylko Chałupkom udało się zaistnieć ze swoimi targami na dawnej granicy. Jednak odbywają się one jedynie dwa razy w roku. Tłumy wystawców i przyjezdnych potwierdzają potrzebę takich imprez. W Raciborzu podejmowano próby podobnych targów, chyba najdłużej utrzymały się te w szkole przy ul. Kasprowicza, ale też ostatecznie upadały. Próba zorganizowania podobnej imprezy w Borucinie zakończyła się zupełną klapą. W Wodzisławiu Śląskim jarmark trwa, są już stali bywalcy, ludzie chętnie przyjeżdżają i wszyscy są zadowoleni.
/bencz/




![Krzysztof Piersa spotkał się z czytelnikami raciborskiej biblioteki [ZDJĘCIA] Krzysztof Piersa spotkał się z czytelnikami raciborskiej biblioteki](https://raciborz.com.pl/wp-content/uploads/2026/05/krzysztof-piersa.jpg)












![Protesty nie zatrzymały wycinki. Lipy zniknęły z cmentarza przy ul. Głubczyckiej [ZDJĘCIA]](https://raciborz.com.pl/wp-content/uploads/2026/03/lipy-cmentarz-glubczycka.jpg)





