Moja szkoła ma dzisiaj maturę

11

„moja szkoła ma dzisiaj maturę, nie ma czasu dla mnie w ogóle…”

(…)Na tydzień po długim weekendzie szanowne grono pedagogiczne zapowiedziało nam szereg sympatycznych niespodzianek w stylu kartkówki z fizyki, sprawdzianu z matematyki, powtórzenia z biologii…

Od dawien dawna maj był miesiącem matur; zaczynały kwitnąć kasztany, robiło się cieplutko, maturzyści zdawali egzamin dojrzałości a ich młodsi koledzy wyjeżdżali na majowki lub inne zoorganizowane przez szkoły wypady za miasto. Zazdrościłam im tej wielkiej chwili owianej grozą i tajemnicą….


W tym roku już od połowy kwietnia w mojej szkole zaczęły sie matury. Poczciwe kasztany nawet nie myslą o tym żeby kwitnąć a moja babcia dalej krzyczy na mnie gdy rano wychodze bez zimowej kurtki. Nie podoba mi się cała ta nowa matura choć nasze „szkolne społeczeństwo” mówi, że jest cool bo nie mamy przynajmniej lekcji. Właśnie to mi się najbardziej nie podoba!


Nie poszłam dziś do szkoły. Nie dlatego, że jestem chora, nie dlatego, że mam sprawdzian albo jestem przewidziana do pytania z chemii – wręcz przeciwnie! Nie poszłam bo z siedmiu lekcji jakie mam w planie dziś odbędą się trzy! Na pierwszej godzinie – zajęcia ciche, na drugiej godzinie – zajęcia ciche, na trzeciej godzinie – tak! tak!-zajęcia ciche!i Wbrew pozorom tzw.”zajęcia ciche” wcale takie nie są. Nie ma się czemu dziwić bo grupa trzydziestu osób w wieku 17 lat nawet szepcząc (a bynajmniej tak nie jest) robi dość dużo hałasu. I można mówić o sporym szczęściu gdy tylko na hałasie powyższe 45 minut się kończy… Po trzech godzinach cichych następuje pierwsza normalna lekcja -angielski. Po nim mamy jeszcze dwie (!) polskiego. (tu należy wspomnieć o tym, że jest to pierwsza lekcja polskiego z nauczycielem od mniej więcej trzech tygodni. Nasuwa się pytanie dlaczego? Przecież to oczywiste (przynajmniej dla naszej polonistki) – przez ostatnie dwa tygodnie były matury! Rozumiem, równie oczywiste jest to, że na tydzień przed tym egzaminem także nie było zajęć języka polskiego, tym razem dlatego, że szanowna pani profesor wypisywała świadectwa (maturzystom oczywiście). Jak zrelacjonowała mi szkolna koleżanka ‚(…) lekcje były zajebiste! Kobieta wyszła po kwadransie pierwszej lekcji i wróciła dopiero na drugą bo musiała coś załatwić w związku z końcem roku maturzystów. Przyszła na drugą godzinę spóźniona 10 minut bo jakiś rodzic ją zatrzymał, a potem stwierdziła, że na te pozostałe 35 minut nie opłaca się robić lekcji to nam opowie o nowej maturze (generalnie profesorka-nauczycielka nam dosyć dużo rzeczy często opowiada a jedyny temat, z którego czuję się dosyć dobrze przygotowana to życie pani profesor, jej przyjaciół, rodziny i sąsiadów). Oczywiście nawiązała też do matury, którą zdawała wiele lat temu, opisała nam dokładnie stroje niektórych zdających uczennic, swój strój na balu maturalnym w tym roku a także rok i dwa lata temu… Kiedy zadzwonił dzwonek to podała nam strony w podręczniku, z których mamy się przygotować na następne zajęcia. Jednak bardzo szybko się zoorientowała, że następna lekcja polskiego wypada za tydzień bo jest dłuuuugi weekend a potem ona jedzie do teatru ze swoją klasą(…)”. Na tydzień po długim weekendzie szanowne grono pedagogiczne zapowiedziało nam szereg sympatycznych niespodzianek w stylu kartkówki z fizyki, sprawdzianu z matematyki, powtórzenia z biologii bo „przez te tygodnie obijania się na pewno wszystko wyleciało wam z głowy”, referatu z WOKu i tudzież podobnych… aha byłabym zapomniała – koleżanka z klasy zadzwoniła ponownie powiedzieć mi, że zamiast angielskiego było okienko (kolejna genialna nowinka – jeśli któś ma takich okienek trzy w ciągu dnia, to w domu pojawia się około godziny piątej a to i tak pod warunkiem, że dwie ostatnie lekcje przepadną) bo nasza kochana anglistka musiała pomóc absolwentom pisać jakieś pisma na uczelnię.


Od połowy kwietnia 2007 roku zacznie się moja matura. Mniej więcej pół roku wcześniej nauczycielom zaczną puszczać nerwy bo „trzecie klasy nie będą dostatecznie przygotowane”. Poloniści, matematycy, fizycy… wszyscy będą starali się nadrobić materiał, będziemy gonić za ocenami jak psy z wywieszonymi jęzorami i jednocześnie uczyć się tego na co nie starczyło czasu (nauczycielom, nie nam) w ciągu poprzednich ponad dwóch lat. Będziemy po godzinach zostawać w szkole na dodatkowych zajęciach i korepetycjach, będziemy przychodzić na lekcje pierwszoklasistów by psorowie wytłumaczyli nam to, co przeoczyliśmy (czy na pewno my?) w poprzednich klasach. Będziemy zabierać im czas na innych lekcjach – pierwszoklaśiści będą zadowoleni. Do czasu gdy przyjdzie im ubrać białe koszule i zawiązać krawaty, do czasu kiedy za trzy lata przyjdzie im wypastować lakierki i spojrzeć w lustro, do czasu kiedy przyjdzie im zadać sobie pytanie „co jeszcze mogę zrobić?” A jeśli wyczerpująca odpowiedź na nie, zajmie im więcej niż 15 minut, może się zrobić nieciekawie bo wtedy na jakiekolwiek działanie jest już za późno…


/licealistka/



Wypowiedź jednego z nauczycieli naszych szkół:


60 milionów 485 tysięcy 903 złote ma kosztować organizacja nowej matury. MENiS szacuje jednak, że koszty te wzrosną do ponad 63 milionów. Połowa to wydatki dla egzaminatorów komisji egzaminacyjnych oceniających prace pisemne maturzystów. Niestety ani złotówki nie dostaną nauczyciele zaangażowani w ustne matury.


Wielu nauczycieli wyraża się z dezaprobatą o nowych maturach. Mało kto znajduje w tej przygotowywanej przez dziesięć lat reformowanej oświaty pozytywne strony.


Przygotowania do niej wymagają wiele pracy i czasu. „Siedzę w szkole od rana do wieczora i nikt mi za to nie zapłaci nawet złotówki.” Wydział edukacji twierdzi, że nauczycieli obowiązuje 40-godzinny tydzień pracy (w który wliczone są także egzaminy), stąd nie można im płacić dodatkowo za matury.


Część polonistów i dyrektorów najchętniej by z zrezygnowała z części ustnej, bo uczelnie i tak w rekrutacji uwzględniają tylko wyniki pisemnego egzaminu z polskiego. Na okres matur pomstują również rodzice.


„Z powodu ustnego młodsze klasy nie mają przez dwa tygodnie lekcji polskiego. Poloniści siedzą w komisjach” – zauważa rodzic licealistki.


I to dotyczy każdego następnego egzaminu ustnego. Przygotowania do niego i przeprowadzenie paraliżują pracę szkoły. Część nauczycieli delegowanych jest do komisji, część spełnia role obserwatorów. Wyłączone sale, a niekiedy całe korytarze szkolne dezorganizują pracę placówki. Tymczasem najbardziej cierpią uczniowie, którzy z planowanych lekcji są odwoływani lub proszeni o samodzielną, cichą pracę.


Proceder kwitnie od początku kwietnia, bo nauczyciele odbywają szkolenia, warsztaty, kursy. Studiują biuletyny MENiS i nowe rozporządzenia. Wyrażają swoje obawy, komentują i interpretują, ciągle niejednoznaczne, przepisy. Pochłonięci są pracą nad procedurami oraz konsultacjami z absolwentami. Wszystko to często kosztem lekcji z młodszymi klasami. I wbrew pozorom poszkodowani – uczniowie klas pierwszych i drugich – wcale nie wyrażają radości z powodu odwoływania zajęć, bowiem program trzeba zrealizować. Jak to pogodzić? Nic prostszego niż zadać i odpytać.


Przed systematyczną pracą nikt się nie broni, jednak samodzielne opanowanie zaległych tematów i najlepszemu uczniowi sprawi trudności, gdy dotyczy to kilku przedmiotów. Tez sie oburzam, bo mam dzieci. To paranoja. Muszę zapłacić za korepetycje, żeby syn mógł „samodzielnie” odrobić zadanie domowe z tematu traktującego problem przekrojowo. Oburzam się w zaciszu domowym, bo przecież to on za rok stanie ze swoją prezentacją przed tymi samymi nauczycielami.


Nasuwa się pytanie, dlaczego nauczyciele wykorzystują zajęcia dydaktyczne do prac nad maturami. Dlaczego nie robią tego po lekcjach? „Nie mogę zostać po południu, bo pracuję w innej szkole.” -odpowiada zagadnięty nauczyciel. „Po południu to ja zarabiam na korepetycjach. Te środki, to znaczący dochód w moim budżecie, a okres matur traktuję jako sezon.” 40-godzinny tydzień pracy w przypadku tego nauczyciela to fikcja. Dziwne, że pracodawcy na to się godzą, a nadzór pedagogiczny daje przyzwolenie.


Matury potrwają, tradycyjnie, do końca maja, rok szkolny kończy się 24 czerwca, jednak w wielu szkołach ponadgimnazjalnych nauka skończyła się z nadejściem wiosny.


/nauczyciel/

- reklama -

Najnowsze firmy w PLUSYdlaBIZNESUWięcej firm >>

Ostatnio dodoane ogłoszenia w #kupujlokalnieWięcej ogłoszeń >>

11 KOMENTARZE

  1. Ja ośmieliłabym się stwierdzić, że nauka nie skończyła się z nadejściem wiosny, ale zacznie się od czerwca – wtedy to będziemy zaliczać i biegać za nauczycielami i nie dlatego, że wcześniej nam się nie chciało tylko dlatego, że wtedy właśnie Sor siedział w komisji. Zgadzam się z Licealistką… U nas wygląda to podobnie… Szkoda, że nasze Kochane Ministerstwo nie pomyślało o tym wystarczająco wcześniej… Komu przeszkadzała stara matura?!

  2. Jasne, jasne … 40 godzin pracy… z 18 godzinami maja problem. Dlaczego płacic za pracę, która jest ustawowym obowiązkiem ? Nowa matura miała wchodzic już w 1995/6 roku, kiedy ja kończyłem liceum. Opór nauczycielskiego lobby, statyczność i strach nauczycieli przed konicznością wysiłku przedłuzyła to wejście o prawie 10 lat ! Przez 10 lat nic nie robili dla rozwoju, a teraz wielkie niezrozumienie i zdziwienie…

  3. Ja chodze do ZSZ i uwarzam że list który napisała ta licealistka jest najbardziej pokasowany jaki widziałem!! Powinna się cieszyć że lekcji niema, a nie narzekać że lekcje się niodbyły. Jak jej się niepodoba to niech królewna się nie buntuje bo i tak nic niezmieni. Żądna nauki kujonka!!

  4. Nie, żebym był złośliwy, ale widać że chodzisz do ZSZ 😉 Przesada przesadą, ale człowieku – ty, Twoi rodzice i ja – my wszyscy opłacamy tych ludzi, za to żeby pracowali, a bnie sie opierdzielali i udzielali korepetycji w czasie kiedy powinni uczyć. Zobaczymy czy będziesz taki twardy jak samemu przyjdzie Ci ochota na wyjście ponad malowanie i tapetowanie i np. zdawanie matury. I okaże się, że w szkole nic nie potrafią nauczyć i trzeba chodzić na korki po 30 zł za godzinkę…

  5. do: ucznia z zawodówki. Widzisz, nauka jest pojęciem względnym – Ty chodzisz uczyć się za karę ale są tacy (zakręceni licealiści) którzy chodzą do szkoły by się rozwijać i przygotować na studia. Nie żałuj, że tego nie rozumiesz, jesteś szczęsliwszy inaczej… Życzę Ci dużo kasy i fajnych imprez za życia.

  6. xxx

    40-godzinny tydzień to nie fikcja, uczniowie widzą tylko to co dzieje sie na lekcji. A gdzie czas na przygotowanie sie do lekcji, poprawę sprawdzianów i inne papierkowe sprawy???

  7. do pani/pana xxx:z całym szacunkiem…ja rozumiem że jak sie ma przynajmniej 5 klas i w kazdej klasie zrobi sprawdzian lub zada prace domowa ktora trzeba sprawdzic,to czasu może braknąć…ale w takim razie nie mam pojęcia co kieruje nauczycielami ktorzy robia sprawdzian za sprawdzianem,kartkowke za kartkowka a nie maja czasu by to sprawdzic!poza tym jest wielu nauczycieli ktorzy nie wyrabiaja sie z materialem na lekcji(pijac kawke) wiec zadaja uczniom do domu i potem sprawdzaja w weekend…

  8. xxx

    szkoda, że nie znalazł się nikt kto napisałby o tych nauczycielach, którzy przykładaja się do swojej pracy. Opinia , że w szkole niczego nie uczą jest krzywdząca. A całe zamiwszanie spowodowane maturą nie jest winą nauczycieli a jedynie tych, którzy taką forme wymyślili.

  9. Ja napisałam, że szkoda, że nasze kochane ministerstwo nie pomyślało o skutkach nowej reformy troszeczkę wcześniej. Owszem są nauczyciele, którym zależy, żebyśmy coś umieli ale teraz mają związane ręce, nie nadrobimy czasu [czyt. materiału] tylko na lekcjach i jedyne co im pozostanie to zadać nam do domów, tych nie można winić za zaistniałą sytuację… Jednak roztrząsanie i zwalanie winy z jednych na drugich nie przyniesie żadnego efektu, nowa matura i to co za nią idzie stała się faktem…

  10. Ja chciałbym sprostować że niechodze do zawodówki tylko do technikum!!

  11. roczek minal a ja za 365 dni bede zdawac egzamin z jezyka polskiego…dzis mam wolne-nasza szkola ma mature.kochana pani polonistka zapowiedziala nam , ze lektury mlodej polski omawiac bedziemy samodzielnie, bo ona idzie do komisji do innych szkol…no tak, przeciez trwa okres matur.teraz najwazniejsi sa maturzysci! szkoda tylko, ze nikt nie mysli teraz o tym , ze za rok to ja bede sie pocic na egzaminie bo po samodzielnym omowieniu „Nad Niemnem” wiem tylko tyle ze justyna kochala janka…kpina!

KOMENTARZE

Please enter your comment!
zapoznałem się z regulaminem
Please enter your name here