Dzikość słowiańskiej duszy – Lao Che

Sala widowiskowa Domu Kultury „Strzecha” rozbrzmiewała w sobotni wieczór muzyką, jaką rzadko mozna tu usłyszeć. Niezwykle eksrpesjonistyczne, chwilami bardzo punckowe brzmienie, wokal oddający zagubioną już dzisiaj na poły dziką słowiańską duszę i słowa traktujące o nierównej walce naszego narodu z Nazistami… Niektórzy oddali się szaleństwu pod sceną; inni zaś czuli dreszcze pod wpływem słów tych piosenek…

Nie każdy lubi puncka, a Lao Che wywodzi się w gruncie rzeczy z tego nurtu (oraz metalu, jak sami twierdzą). To widać – lub raczej słychać. Z puncka pozostał bunt zmuszający do podniesienia pięści. Z puncka pozostało upodobanie do nierównych rytmów i sporej dozy szaleństwa. Lao Che wykracza jednak daleko poza ścisłe rozumienie tego nurtu. Już na płycie "Gusła" pokazali, że potrafią sukcesywnie sięgać po folklor, ambient, ciężki rock… Praktycznie wszystko, co może wnieść odświeżenie i polot do ich muzyki.

"Powstanie warszawskie" – album uznany przez wiele plebiscytów za najlepszy w roku 2005 jest czymś, czego dawno nie mieliśmy na naszym rynku muzycznym. Tematycznie wiąże się z powstaniem, które bez pomocy Armii Czerwonej, było z góry skazane na porażkę (jak wszyscy pamiętamy, Stalin z czystym sumieniem pozowolił się wykrwawić żołnierzom AK). Kolejny raz Polacy rzucili wyzwanie Goliatowi, mimo iż nie mieli większych perspektyw na sukces. Taka nasza dusza… za "Boga, honor i ojczyznę" jesteśmy w stanie oddać swe życie bez najmniejszego nawet grymasu. Lao Che podjęło w swym najnowszym albumie tradycję powstania warszawskiego, a pośrednio też całą naszą historyczno-mentalną spuściznę. O ile "Gusła" wyrosły na gruncie kresowej, wschodnio-słowiańskiej kultury (dziś już dość egzotycznej), o tyle "Powstanie…" wyrosło na motywie ważnego dla nas historycznego wydarzenia, które ostatecznie urasta do rangi alegorii "polskości".

Niepokorni
Co powoduje, że Lao Che wzbudza takie emocje? Ich muzykę można określić nie tylko jako ekspresyjną. Posiada specyficzny, na który składa się zarówno niezwykłe połączenie różnorodnych motywów muzycznych, jak również treść wyrażana w piosenkach. "Gusła" oddawały mroczny, ezoteryczny charakter wschodniej ludowości. "Powstanie…" oddaje natomiast mentalność Polaków, którzy podnieśli swe pięści przeciw Nazistom w 1944 roku. Podnieśli je nawet nie po to, by pokonać Niemców, lecz by pokazać całemu światu, że nie zgadzają się z oddaniem Polski jako łupu Związkowi Radzieckiemu. Ta walka miała za cel ratunek naszego honoru. To słychać w muzyce Lao Che. Determinacja, niepojęte wręcz bohaterstwo w obliczu – paradoksalnie – pogodzenia się ze śmiercią. Duma z bycia Polakiem, prometejski bunt, waleczność… Słyszmy przecież: "Padnij. Powstań… Zgiń… Zmartwychwstań… Spluwam… Zdycham…" Lao Che swoim nowym albumem przypomina o czymś, co dziś już zostało nieco zapomniane i może nawet utracone. Ta muzyka oddaje w ogromnym stopniu ową "sarmacką duszę", która nakazywała nam walczyć w listopadzie 1830, styczniu 1863, wrześniu 1939 roku… Teksty ukazujące w zaskakująco prosty – a jednocześnie eskpresyjny, sposób myślenie i emocje powstańców z 1944 roku uderzają każdego, kto poczuwa się za Polaka i ma chociaż minimalną wiedzę na temat naszej historii oraz tradycji. Dawno już żaden artysta nie dokonał tak dobrego przeniesienia fenomenu warszawskiego na grunt współczesny. Wystarczy posłuchać utworów takich jak "Stare Miasto", "Hitlerowcy", "Godzina W" lub "Kanały": nie w sposób wprost zachować spokoju i obojętność. Lao Che zmusza do ponownej refleksji i przeniesienia się myślą w realia panujące w Warszawie późnym latem roku 1944. Słuchaczy przechodzą ciarki, gdy dzięki Lao Che uświadomią sobie, że dla żołnierzy AK pozostawałao jedynie zabić jak najwięcej Niemców przed własną nieubłaganą śmiercią. Obok patriotyzmu i skrajnej determinacji czujemy w tej muzyce również ogromną nienawiść i nacjonalizm. "Bij Germańca, bij Germańca, bij Germańca/ jak do tańca!!!" lub: "Stare Miasto, Stare Miasto/ Wiernie ciebie będziem strzec/ Mamy rozkaz cię utrzymać, albo w gruzach twoich lec…/ Witamy w krainie/ w której Frycol ginie…". Ktoś chciałby może za to oskarżać Lao Che? Niech sobie wpierw uświadomi, co zafundowali nam Niemcy po 1939 i że nie był to czas ma bukiety róż i pieśni religijne.

Muzyka z duszą Wartości muzyczne mogą po części budzić wątpliwości – w zależności od gustów. Nie każdy lubi tak bogatą mieszankę gatunków i motywów muzycznych – zwłaszcza "Gusła" wypełnione są ową różnorodnością i czerpią z bogactwa wschodniej kultury. "Powstanie…" sięga z kolei po archiwalne materiały lat 40, by jeszcze pełniej oddawać ten czas i jego specyfikę. Nie każdemu musi się podobać dość punckowe (choć geneologia dla takiej muzyki ukuła pojęcie cross-over) i "pokręcone" brzmienie Lao Che. Można to jednak ominąć. Naczelną wartością warszawskiego zespołu jest dusza muzyki, jaką wykonują. Słuchając utworów z "Guseł" mamy wrażenie, że oto przed nami nie stoją muzycy z początku XXI wieku, ale Polacy żywcem wyciągnięci ze średniowiecza: z czasów, gdy Polak z szablą w dłoni był niepokorny jak ziemia, na której żył. Mamy wrażenie, że oto przed nami spuścizna romantyzmu Słowackiego, Mickiewicza i poetów ukraińskich zamienia się w muzykę urzekającą swą autentycznością i szczerością. Przenosimy się duchem na dzikie stepy Ukrainy, bezkresne puszcze Litwy i majestatyczne połacie Korony. Słuchając "Powstania…" zżywamy się z bojownikami AK, którzy w kanałach i na barykadach kpili sobie ze śmierci i potęgi Wehrmachtu. Te piosenki po prostu posiadają duszę – dodajmy: polską. Krzyki wokalisty i uderzenia gitar w efekcie są nie tylko "chwytem" muzycznym, ale ładunkiem emocji wydobytym z najgłębszych zakamarków duszy. Ta muzyka jest nie tylko "o nas", ale także o tym, "jacy jesteśmy" lub przynajmniej jacy byliśmy.

Racibórz, 4 stycznia, godzina 18 Koncert odbywał się w "Strzesze". Główna sala co prawda nie nadaje się do tego typu muzyki – brakuje tu miejsca do właściwego spożytkowania takich brzmień, a więc tańca i szaleństwa, ale i tak "Strzecha" pękała w szwach. Biletów oczywiście zabrakło, mimo to wszedł każdy zainteresowany. Spora część publiczności siedziała spokojnie na swych miejscach i kontemplowała przekaz Lao Che. Pod sceną panowało jednak typowe pogo. Nie każdy wytrzymał w miejscu i musiał przenieść wrażenia muzyczne na własne zachowanie. Wbrew obawom organizatorów, sala nie została zdemolowna, a zabawa była przednia. Koncert należy za niezwykle udany. Lao Che wyraża przecież to, co tkwi w nas – Słowianach.

/DW/

- reklama -

25 KOMENTARZE

  1. dzikość słowiańskiej duszy..znakomicie napisane..czy ktoś zna bardziej głupie działanie..?pójść na pewną śmierć w imię pojęć:państwo, honor, bóg. to chyba niezbyt inteligente..czas porzucić bałamutne wyobrażenia o przeszłości. ciągle bliżej nam do bzdur kadłubka, długosza czy innych apologetów fikcji niż sedna sprawy. trzeba czytać więcej naruszewicza niż sienkiewicza. trzeba obejrzec krajobraz naszego zycia przynajmniej przez okno, a nie w monitorze telewizora. uniezależnić się od medialnej nar

  2. komanii. politycznie nakręcany patriotyzm woli jednak karykaturę bliźniego, krzywdzące symplyfikacje utrzymujące ludzką masę w poczuciu permanentnego zagrożenia. co gorsza w poczuciu wyższości, już to kulturalnej, już to wyznaniowej, już to martyrologicznej. powstania 1830, 1863 to powstania szlacheckie….to zrywy pojedynczej grupy społecznej, która nie mogła znieść drastycznej degradacji ekonomicznej i prawdziwego meksyku jakim było życie przedrozbiorowej polski. polska to był tylko dla nich p

  3. ostulat do zapewnienia sobie wygodnego i próżniaczego życia…bleeee. powstanie warszawskie..???a cóż ono nam przyniosło poza cierpieniem i zniszczeniem…???? jako autochton ze śląska cierpie z powodu tego, że urodziłem się w polsce….

  4. EEeee no nie przesadziaj śląski patrioty, że cierpisz z powodu narodzin w „polsce”. Czy aż tak jest Ci źle czy ulegasz takiemu podejściu, że wszędzie jest lepiej gdzie nas nie ma?

  5. Typowe ślaskie schematyczne pojmowanie polskości. Polska to nie tylko kresy i powstania. Polska to także a w zasadzie przede wszytskim tradycje, które ani z elementem wschodniosłowiańskim ani z tradycjami b. zaboru rosyjskiego nic nie mają wspólnego. Polska w wydaniu krakowskim czy wielkopolskim a wiec Polska nie poddana rusyfikacji jest bardzo podobna do śląskości. Żadnych powstań niepotrzebnych tylko pragmatyczne ujmowanie rzeczywistości. To polska polskiego miesczaństwa, zajmującej sie

  6. Już samo napisanie „polska” a nie Polska świadczy o twoim patriotyźmie „śląski patrioto”.Skąd inąd co to znaczy „śląski patriota”? Można nim być poprzez dziada, który walczyył w powstaniu bądź poprzez dziada, który tłumił powstanie. Pytanie o sens powstania warszawskiego, o sens zrywu roku 1830 czy 1863 r. – to przecież pytanie o sens pojęcia WOLNOŚĆ. A ta jest dla mnie osobiście sensem życia.Wolność ma smak krwi, potu i łez.

  7. patriotyzm, honor, Bóg, ojczyzna… ktoś tutaj chce tego się wyprzeć? „szable przeciw czołgom”? – Polacy nieraz pokazywali, że są zdolni do czegoś bezsensownego, ale w ten sposób bronili własnej godności. O!, przepraszam: szlacheccy powstańcy z 1831, 1863, kosynierzy i warszawsy mieszczani to przecież nie cała Polska… co z tymi biednymi polskimi chłopami, którzy nie znali w większości własnej przynależności narodowościowej…?

  8. możemy mówić o kimś, że jest Polakiem dopiero wówczas, gdy sam ma tego świadomość i w efekcie za takiego się uważa, więc mówiąc o tradycjach kulturowych wypada mówić właśnie o tych warstwach społecznych, które ją kształtują. poza tym żadne z powstań nie było tak do końca tylko szlacheckie. chłopi walczyli nawet w 1863-4. jeszcze coś: ktoś tu stwierdził, że kultura wschodniosłowiańska nie wpływa na naszą dzisiejszą. cóż, nie każdy musi przecież znać Słowiańskiego, Malczewskiego, Mickiewicza,

  9. nie każdy nawet musi pamiętać, że pod pojęciem „Polska” krył się kiedyś Lwów. cóż… w ogóle, to naszą świadomość definiuje to, z czym się stykamy. niektórzy znają polskich romantyków lub pozytywistów, inni z kolei znają Wojewódzkiego oraz Dodę-Elektrodę. brawo! przecież to rozwój. duch epoki! ha ha

  10. proszę wybaczyć sarkazm, ale ja się nie wstydzę, że nasi przodkowie ginęli w skazanych z góry na porażkę zrywach wyzwoleńczych. ich odwaga i walka o -dla niektórych śmieszne – abtrakta typu „wolność”/”ojczyzna” napawa mnie dumą. może ta świadomość przychodzi dopiero z wiekiem, ale nie ważne to, że człowiek „jest” (bo w końcu i tak się to zmieni…), ale „jak” i „kim” jest.

  11. Zwracam tylko uwagę ze jedyne udane powstania polskie zrobili Wielkopolanie i Ślązacy. W zaborze austriackim pomijając jakąś rozróbę w 1846 w ogóle nie było powstań. I nie przeszkadzało to Polakom w „niemieckich” zaborach bronić polskości, nawet pomagało, bo ich inteligencji nikt nie wywiózł do łagrów i wiezień.

  12. „Bóg, Honor, Ojczyzna” to dla wielu młodych ludzi jest abstrakcja i jaka szkoda, że poprzedni ustrój tak a nie inaczej wpływał na dezaktualizację tych wartości. Sam mam wątpliwości czy ja sam jestem skłonny oddać życie dla tych trzech zasad ( dzięki jednak Bogu, że jednak obecnie nie ma „warunków extremalnych” by się tego przekonać)Więc znając swoją niepewność czy ja zrobiłbym to samo jestem pełen podziwu dla tych wszystkich przodków, którzy walczyli – tracili zdrowie, życie w powstaniach i …

  13. …zrywach, które dzisiaj wydawać by się mogły za bezsensowne czy zgóry skazane na niepowodzenie. Lecz jeśli oddawali życie za Boga lub Honor czy Ojczyznę to sens zawsze był!

  14. O Rany, ale dysputa… trochę mało na temat 😉 Może ktoś napisze o samym koncercie? Ja zwracam tylko uwagę na to, że Lao Che nagrało płytę o powstaniu warszawskim. I tyle. Nie ma tu nadinterpretacji typu „Bóg – Honor -Ojczyzna”. Nie ma pochwał narodówek, apeli o patriotyzm ani ocen co było mądre a co głupie. LC nagrali płytę – antyfaszystowską, w żadnym razie – anty-niemiecką czy „narodowościową”. A co do powstań i pragmatyzmu – równie dobrze można dywagować czy „być” czy „mieć”…

  15. Ja w przeciwieństwie kilku idiotycznych dyskutantów BYŁEM na tym koncercie!Na prawdę dużo muzycznych wrażeń, emocji, uniesień, wibracji… Jestem człowiekiem raczej w średnim wieku (w mniejszości na sali)i słuchałem muzyki.Nie mogę jednak zapomnieć dość kipskiego nagłośnienia (po raz kolejny w Raciborzu).Ale to przynajmniej zachęciło mnie (zmusiło) do zakupu płyt LAO CHE.Po co to całe „dupczenie” o patriotyźmie? I jak zwykle te same osoby zabierają głos w dyskusji… Dzięki Rosynant! Dzięki!

  16. A-F! Bog, honor, ojczyzna za komuny się zdaektualizowały? Człowieku co Ty chrzanisz?! Przypomnij sobie jak było! Każdą lekcje wychowawczą w mojej SP zaczynałem od spiewu:KONWALIE?!-ZAWSZE ODWAZNE,ZAWSZE BOJOWE,SLUZYC OJCZYZNIE ZAWSZE GOTOWE! zadne dziecko nie chwytało ideologii, tylko patriotyzm.To doroslość weryfikowała ideologie.Religia tez była bardziej”duchowa”,niz dzisiaj.Więc A-F nie pieprz takich bzdur, bo dzisiaj każdy szczyl sra na godło, a religia jest lekcją pomiedzy gegrą,a plastyką.

  17. I świetnie,że jest taki zespół Lao Che, który wartości zdeptane przez dolara i czas przemian ustrojowych, przypomina w sposób pankowy. To jest cos… jeszcze raz … LAO LAO LAO LAO LAO !!!!!!

  18. Mimo, że Dawid wcześniej zaznaczył, że rozmijamy się z tematyką powyższego artykułu to odpowiem Tobie BRUM: Takie hasełka sam pamiętam ze szkoły ale były to jedne z wielu ówczesnych haseł ( te były dla dzieci a dla dorosłych były takie:”pracując dla siebie pracujesz dla kraju!” lub te z dachów wieżowców w Raciborzu „Komunizm, socjalizm, praca, PZPR”). A wspomniana przez Ciebie religijność była dlatego „duchowa” bo była niemile widziana a wiadomo zakazane bardziej smakuje.

  19. PS: pamiętam jak już dogorywała komuna to w Krakowie -Nowej Hucie stał koło Placu Centralnego pomnik Lenina. Ktoś kiedyś postawił na cokole pod nogami wodza rewolucji stare buciory i rower a na cokole napisał: „Zabierz rower! Zabierz buty! I spie….j z Nowej Huty!” :)))))) To chyba było najlepsze „ścienne” hasło jakie znam:))

KOMENTARZE

Please enter your comment!
zapoznałem się z regulaminem
Please enter your name here