Ernest Bryll i muzyka irlandzka – kolejnego numeru Almanachu Prowincjonalnego

3

8 listopada w wypełnionej po brzegi sali kameralnej Strzechy, odbył się wieczór promocyjny poświęcony ósmemu numerowi Almanachu Prowincjonalnego. Gościem specjalnym był pisarz, poeta, dziennikarz – Ernest Bryll.

Przybyłych zainteresowanych przywitała na sali dyrektorka Raciborskiego Centrum Kultury – Janina Wystub. – Ten numer bardzo długo się rodził, można powiedzieć, że powstawał w bólach i był zagrożony, ale to wszystko zostawiam już na ul. Chopina. Dziś, promocja nowego numeru, w nowej sali. Miejmy nadzieję, że nr 11 Almanachu Prowincjonalenego, będzie miał swój debiut już ponownie w budynku RCK przy ul. Chopina – mówiła.

- reklama -

 

Następnie przywitano szczególnego gościa – Ernesta Brylla. Jak powiedziała o nim Wystub – Pan Bryll jest już dobrym przyjacielem Ziemii Rybnickiej, może wkrótce też Raciborskiej.

 

Jan Nowak krótko podziękował wszystkim tym, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się po powstania najnowszego numeru. – Dziękuję wszystkim, dzięki którym Almanach ujrzał światło dzienne. Zachęcam gorąco do lektury i mam nadzieję, że to co oferujemy, przyczyni się do budowania dobra w różnym wymiarze, w wielu aspektach – mówił.

 

Wieczór rozpoczął występ zespołu Elżbiety Kucznierz – Skrzymowskiej. Grupa w składzie: Damian Małecki, Krzysztof Humeniuk, Piotr Komarnicki i Jan Kucznierz, dała prawie godzinny koncert muzyki irlandzkiej i bretońskiej, wykazując się znajmością gustów muzycznych Brylla.

 

 

 

 

Ważne słowa padły w krótkim przemówieniu Marka Rapnickiego, który wspominał wieczór promocyjny pierwszego Almanachu Prowincjonalnego. – To był dzien po pogrzebie Jana Pawła II. Pamiętam, gościliśmy wtedy Ewę Lipską, która powiedziała o nas " Wy jesteście centrum. Nawet nie wiecie jaką prowincją jest Kraków, w którym wszystkich zżera zazdrość, zawiść". Chyba nie wzięliśmy sobie tego do serca. Musimy pamietać o tym, że przestajemy być prowincją jedynie na chwilę – wtedy gdy słuchamy koncertów muzyki organowej w kościołach, wybieramy dobre kino, ambitne wystawy. Kiedy wystarcza nam Doda i Stachurski – na powrót stajemy się małą, nieciekawą prowincją – tłumaczył Rapnicki.

 

Marek Rapnicki poprowadził rozmowę z Ernestem Bryllem. Poruszone zostały takie kwestie jak waga, istota i cel poezji. Bryll z niesamowitą lekkością i autoironią odpowiadał na pytania Rapnickiego.

 

 

 

 

Ernest Bryll – Poezja to poezja. Tłumaczyc czym jest poezja to tak, jakby tłumaczyć za pomocą teologii czym jest Bóg. Widzimy, że nic z tego nigdy nie wychodzi. Poezja jest w nas. To mówienie do kogoś. Irlandczycy twierdzą, że zapisywanie poezji to składanie jej w takiej trumience, że poezja ma żyć, a nie istnieć na papierze. Poezja jest przypominaniem samemu sobie o samym sobie. Poeta jest potrzebny ludziom.

 

Marek Rapnicki – Zwykło się twierdzić, że nasza europejska poezja wiedzie prym, jest najlepsza. Co Pan na to?

 

Ernest Bryll – Najlepsza jest poezja, która siedzi w sercu. U nas lubi się tak myśleć: że jesteśmy najlepsi, że wiedziemy prym. Pamiętam, jak Szymborska dostała Nobla, to w Polsce zamiast radości rozpętała się burza. Niby nagroda należała się Herbertowi, Szymborska dostała ją niby ze względów politycznych. Zamiast szczęścia była zawiść. W Irlandii jest inaczej. Tam nie ma tej " złej radości". Musimy dbać o poezję. Poeta jest w cudownej sytuacji, bo nigdy nie jest sam. Poety zawsze słucha Bóg. Kiedyś rozmawiałem z Andrzejem wajdą i powiedział mi, że jako poeta jestem wolny, bo nic mnie nie ogranicza. On, żeby tworzyć potrzebuje kabel, kasetę, kamerę. Poeta wystarcza sam sobie.

 

Marek Rapnicki – Co wziąłby Pan na bezludną wyspę? Ja, z płonącego domu uratowałbym " Kolędę nockę".

 

Ernest Bryll – Może zabrzmi to sztucznie, ale ja nie znoszę swojej poezji. Dlatego zawsze pracowałem, robiłem mnóstwo rzeczy, żeby tylko nie mieć czasu na pisanie. Choć przyznaję, że najlepiej się pisze na wagarach i wtedy, kiedy ma się tysiąc innych spraw do załatwienia.

 

Po wspólnej rozmowie, Ernest Bryll przeczytał zgromadzonym kilka swoich utworów. Przyznał się też, że nauczył się czytania swoich wierszy najlepiej jak umie. Od niedawna dostrzega, że nie on na takich spotkaniach jest naważniejszy, ale ci, którzy przyszli słuchać jego jak to nazwał " nudzenia".

 

Spotkanie promocyjne zakończyło otwarcie wystawy Aleksandry Drużbickiej " Inne spojrzenie". Wszystkie fotografie przedstawiają odbicia Raciborza, Krakowa i Ukrainy w wodzie. Jest to już druga wystawa Drużbickiej w Raciborzu. Jej prace znajdują się też w najnowszym numerze Almanachu Prowincjonalnego.

 

/ab/

- reklama -

3 KOMENTARZE

KOMENTARZE

Please enter your comment!
zapoznałem się z regulaminem
Please enter your name here