Raciborszczyzna miejscem przenikania się wielu kultur

0

"Wielokulturowość ziemi śląskiej. Powojenne migracje 1945-1956" to temat sesji naukowej, jaka 7 maja odbyła się w murach Archiwum Państwowego w Raciborzu. Zobacz zdjęcia z sesji w archiwum.

Konferencję zorganizowano w związku z 65. rocznicą zakończenia II wojny światowej. Gości, wśród których – prócz prelegentów – znaleźli się byli i obecni włodarze miasta, osoby pamiętające wydarzenia sprzed 65 lat oraz zwykli mieszkańcy Raciborza – powitała kierownik raciborskiego archiwum Aleksandra Sieklicka. – Za każdym razem, stojąc przed Państwem, czuję się wyróżniona, patrząc na zainteresowanie tym, co w murach naszego archiwum organizujemy. Mamy na sali frekwencję, jakiej nie powstydziłoby się miasto akademickie z dużymi tradycjami – powiedziała na wstępie.

kierownik raciborskiego archiwum Aleksandra Sieklicka
- reklama -

Sesja naukowa, którą śpiewająco (wykonując utwór "Wele Raciborza") otworzyły studentki Śląskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku jest pierwszą z cyklu takich konferencji, na których – jak zaznaczyła kierownik placówki – raz do roku można byłoby się spotkać i o wielokulturowości Śląska porozmawiać. Inicjatywa zorganizowania tego rodzaju sympozjum wypłynęła od samych raciborzan. – Spotkanie to – prócz upamiętnienia ofiar tamtych lat – sprowadza się również do podziękowania za lata pokoju, w których żyjemy od ponad 60 lat – zaznaczył współorganizator konferencji – prezes ŚUTW Piotr Klima. – Myślę, że o wielokulturowości ziemi śląskiej w Raciborzu warto i trzeba mówić, bo tę Racibórz budował przez 902 lata, czyli niemal od samego zarania swych dziejów – dodał z kolei prezydent miasta Mirosław Lenk.

współorganizator konferencji – Piotr Klima

 

– To, co się stało w 1945 r. w Europie, było rzeczą zadziwiającą – tymi słowami swoje wystąpienie rozpoczął prof. Stanisław S. Nicieja. – Nastąpiła rzecz niebywała – masowe przesiedlenie ludności – dodał. Niemalże z dnia na dzień – jak zaznaczył opolski historyk – miasta, które były dotąd esencją polskości jak Lwów, Grodno czy Wilno, stały się miastami ukraińskimi, białoruskimi i litewskimi. Rozpoczęła się gigantyczna wędrówka ludów. Ośrodki, w których – jak mówił profesor – zaczęła osiedlać się polska ludność, zmieniły swój dotychczasowy charakter. – Racibórz stał się innym miastem niż przedwojenny Ratibor, przedwojenne Oppeln było innym miastem niż powojenne Opole, przedwojenny Breslau to inne miasto niż dzisiejszy Wrocław – wyliczał historyk. Były rektor Uniwerystetu Opolskiego podkreślił także, że z tematem migracji nie uporała się ani powojenna polska literatura, ani film, który po 1945 r. był filmem światowym. Tylko jedna komedia – "Sami Swoi" w doskonały sposób przedstawiła ten temat. – Kargul i Pawlak – kontynuował profesor – mimo, że są ze sobą skłóceni – w obliczu dramatu związanego z opuszczeniem rodzinnych stron, osiadają w tej samej wsi. Co więcej – choć mają tam do wyboru 60-70 domów, zasiedlają chałupy oddzielone miedzą.

 

W dwudziestominutowym wystąpieniu wykładowca pracujący w Instytucie Historii zwrócił także uwagę na losy ludzi, zamieszkujących inne, przesiedlone miasta: mieszkańcy przedwojennego Lwowa w dużej mierze osiedli we Wrocławiu, Bytomiu i Gliwicach; Stanisławów (dziś Iwano-Frankowsk) zatrzymał się w Opolu; Truskawiec – w Kudowie, Sambor w Dzierżoniowie, Drohobycz i Borysław – w Wałbrzychu. Takich miast – jak podkreślił – można byłoby wymieniać jeszcze dużo. – Nie możemy – apelował prof. Nicieja – historii Polski zamknąć pomiędzy Bugiem a Nysą Łużycką. Nie możemy zapomnieć, że Lwów, Sambor, Stryj, Krzemieniec czy Kołomyja był polskie.

 

Dr hab. Barbara Kubis, prof. UO

 

Z kolei prof. Barbara Kubis przedstawiła problem losów ludzi, którzy zostali z Kresów wypędzeni. – Nie waham się użyć tego słowa, bo jeżeli ktoś musi opuścić rodzinne strony, to nie ma na to bardziej konkretnego określenia – podkreśliła rodowita stanisławowianka. Opolska wykładowczyni zaznaczyła również, że II wojna światowa w ogóle przyniosła zagładę ludności zamieszkującej Kresy. Przechodziła ona różne fazy i formy. Prof. Kubis w referacie zatytułowanym "Losy Polaków wypędzonych z Kresów Wschodnich" duży nacisk położyła na rolę pamiętników. – One pozwalają poznać stan emocjonalny ludności przeżywających tamte chwile – dodała dydaktyk. O czym ludzie pisali? Jak powiedziała podczas wystąpienia – przede wszystkim o decyzji wyjazdu z Kresów. Kolejnym tematem była niełatwa, bo trwająca nieraz kilka tygodni podróż. Konieczność opuszczenia zamieszkiwanych dotąd ziem, było wyrwaniem drzewa z korzeniami. Kończąc referat, prof. Barbara Kubis zaznaczyła, że pamiętając o Kresach, nie można zapominać o latach odbudowy zniszczonego wojną kraju. – Nie można postrzegać PRL-u tylko w krzywym zwierciadle. Musimy pamiętać, że był to czas trudny i bardzo niepewny – dodała na koniec.

 

 

Kilka słów o wypędzonych kresowiakach przekazał również zgromadzonym inny opolski wykładowca – dr Aleksander Woźny. Zwrócił szczególną uwagę, że sytuacji, z którą mieliśmy wówczas do czynienia, nie można określać mianem repatriacji. – Repatriacja, to coś dowolnego. A to było wypędzenie z Kresów – mówił. W swoim wystąpieniu skoncentrował się na książce autorstwa prof. Barbary Kubis. Publikacja, która ukazała się we wrześniu ubiegłego roku zawiera relacje siedmiu osób, które musiały opuścić zamieszkiwane przez lata ziemie. W książce są ponadto wspomnienia członków grup operacyjnych (również oddziałów radzieckich), którzy jako pierwsi wkraczali do miast położonych w nowych granicach Polski. Jednym z nich był przedwojenny Kreuzburg, a dzisiejszy Kluczbork. – Przez lata – zaznaczył historyk – świętowano zdobycie tego miasta. Po analizie wspomnień żołnierzy rosyjskich, okazuje się, że to nie było żadne zdobycie, gdyż w Kluczborku nie toczyły się już żadne walki. Miasto było opustoszałe. Niesłusznie więc mówiono wówczas o zdobyciu Kluczborka – dodał na koniec dr Woźny.

 

 

Tego dnia wygłoszono jeszcze szereg innych, niemniej ciekawych referatów. Wśród prelegentów znaleźli się m. in. prof. Ryszard Kaczmarek, który omówił kwestię niemieckiej polityki narodowościowej na Górnym Śląsku podczas II wojny światowej, ks. prof. Janusz Czerski (również rodowity stanisławowianin), dr Aleksander Srebrakowski z Uniwersytetu Wrocławskiego czy prof. Grzegorz Hryciuk. Pierwszy dzień sympozjum zakończyło otwarcie wystawy fotograficznej pt. "Współczesna przestrzeń miejska a spuścizna historyczna miast górnośląskich".

/BaK/

- reklama -

Najnowsze firmy w PLUSYdlaBIZNESUWięcej firm >>

Ostatnio dodoane ogłoszenia w #kupujlokalnieWięcej ogłoszeń >>

KOMENTARZE

Please enter your comment!
zapoznałem się z regulaminem
Please enter your name here