Tomasz Kusy – kandydat na prezydenta

9

Przedsiębiorca, inżynier informatyk, 35 lat, rodowity  raciborzanin. Żona Magdalena, dwoje dzieci – 1,5 roczna Marta i 5-miesięczna Alicja.  Aktywny zawodowo od 1995 roku (od ukończenia szkoły średniej), tak w ramach własnej działalności gospodarczej, jak i w innych prywatnych przedsięwzięciach. Obecnie zaangażowany w spółkę SARE S.A., której jest współtwórcą i akcjonariuszem, pełniąc funkcję dyrektora działu programowania oraz prezesa rady nadzorczej.

Redakcja – Dlaczego Pan kandyduje na prezydenta? Już dwa razy wyborcy powiedzieli “nie”. Do trzech razy sztuka?

- reklama -


Tomasz Kusy
– W 2002 roku, po raz pierwszy usiłowałem zjednoczyć raciborską prawicę w wyborach samorządowych. Nie udało się, a niemal wszyscy prawicowi kandydaci na radnych przepadli w głosowaniu. Wtedy w wyborach prezydenckich wystartowałem z konieczności i zająłem czwarte miejsce, Mirosław Lenk przegrał z Janem Osuchowskim. Cztery lata temu zaangażowałem się w wybory świadomie proponując moją wizję Raciborza, jako alternatywę dla kandydatury M. Lenka, którą określałem kandydaturą kontynuacji. Wynik wyborczy jaki osiągnąłem był ogromnym sukcesem, moim jak i moich współpracowników. Teraz ponawiam swoją propozycję.

 

R. – Może jednak warto było postawić na innego kandydata? Jest Pan najlepszy?

T.K. – Postanowiłem, że odstawię na bok osobiste ambicje jeżeli sprawi to, że raciborska opozycja od wielu lat rozbita, wreszcie zjednoczy się. Właściwie to udało się i powstał Komitet Obywatelski Raciborzan, ze współpracy wielu organizacji kontestujących obecny układ rządzący miastem i powiatem. Wspólnie rozważaliśmy różne kandydatury i ostatecznie podjęliśmy desygnowanie mojej osoby. Byłoby z mojej strony naiwnością lub bezczelnością uważać się za lepszego od innych.

 

R. – Co w takim razie decyduje, że Pana kandydatura jest lepsza od konkurentów?

T.K. – Określiłem to trzema słowami: Przedsiębiorczość, Doświadczenie i Konsekwencja. Zawsze moja wypłata zależała od mojej pracy. Wiem, że pieniądze trzeba najpierw zarobić, żeby je później móc wydawać. Doświadczenie zdobywam od 1997 roku, kiedy jako dziennikarz zajmowałem się sprawami samorządowymi. Rok później zostałem najmłodszym radnym rady miasta. Konsekwentnie pozostaję wierny swoim przekonaniom i jestem w opozycji wobec osób, którzy od 16 lat rządzą naszym miastem.

 

R. – Jednym z zarzutów jest to, że kojarzony jest Pan z Prawem i Sprawiedliwością.

T.K. – Tak, to dyżurny zarzut, który pojawił się cztery lata temu. Mimo, że jakoś nie pasuję do lansowanego w mediach stereotypu „moherowego beretu”, to usiłuje się zrobić ze mnie niebezpiecznego radykała, który będzie pchał Racibórz w stronę „ciemnogrodu”. Teraz doszedł  „zarzut”, że współpracuję z Obliczami i Ryszardem Frączkiem.

 

R. – To dlaczego Oblicza? Ich negatywny elektorat nie przeszkadza Panu?

T.K. – Każdy posiada negatywny elektorat. Przypomnę, że w poprzednich wyborach do rady miasta PiS zdobył 4 mandaty. Oblicza zdobyły 3, czyli dokładnie tyle ile Platforma Obywatelska. Sam Ryszard Frączek blisko 1500 głosów. Czy ich wyborca jest gorszy o wyborcy PO? Z radnymi Oblicz bardzo dobrze, merytorycznie współpracowaliśmy w radzie miasta.

 

R. – To dlaczego dziś nie idziecie pod szyldem PiS tylko KOR?

T.K. – Zacznę od tego, że radnym zostałem w 1998 roku, a do Prawa i Sprawiedliwości  przystąpiłem w 2001 roku, kiedy Lech Kaczyński był Ministrem Sprawiedliwości i po raz pierwszy zobaczyłem, że walka z korupcją może być rzeczywiście skuteczna. Dziś wiele tez czy elementów prowadzenia polityki przez PiS nie odpowiada mi, jednak nie jestem koniunkturalistą i nie wystąpię z PiS na pół roku przed wyborami. Jeżeli kiedyś podjąłbym taką decyzję, to nie za względu na słupki sondaży, a ze względu na wewnętrzne przekonanie. A co do szyldu KOR, to komitet skupia dwie partie i cztery stowarzyszenia – traktujemy się po partnersku, dlatego wszyscy zgodziliśmy się na przyjęcie szyldu Komitetu Obywatelskiego. Proszę zauważyć, że na wszystkich moich ulotkach i plakatach jest znaczek PiS, jako partii popierającej moją kandydaturę.

 

R. – Pańskiemu konkurentowi Mirosławowi Lenkowi nic nie przeszkadzało przystąpić do PO na pół roku przed wyborami.

T.K. – I tym między innymi różnimy się.

 

R. – Coś w tym złego?

T.K. – Nie wiem. Ja tego nie rozumiem. Nie rozumiem jak można przystąpić do partii politycznej, sugerować na bilbordach, że wybudowało się nowe mosty i podpisać „z dala od polityki” – to chyba uwłacza inteligencji wyborców.

 

R. – Ale ludzie mają dość partyjnych rozgrywek, informacji o aferach hazardowych, stoczniowych, Mirach, Zbychach i innych rozgrywkach kosztem społeczeństwa. Oczekują, że ktoś uczciwie „z dala od polityki” wyremontuje im chodnik pod domem.

T.K. – Zdecydowanie. Jednak ta lokalna „polityka” jest znacznie bardziej dokuczliwa od tej wielkiej, nagłośnionej. Nie jest jednostkowym przypadkiem, że dziś prezydent miasta obdziela funkcjami swoich znajomych. Często osoby te powoływane są na odpowiedzialne funkcje nie tylko bez konkursu, ale nawet bez odpowiednich kwalifikacji. Przykładowo na członka rady nadzorczej Towarzystwa Budownictwa Społecznego zaraz na początku kadencji powołał swojego kolegę, od wielu lat mieszkającego na drugim końcu Polski, a jego „zasługą” było chyba to, że 10 lat wcześniej uczestniczył w nieudanej prowokacji politycznej wobec mojej osoby.

 

R. – Kandydaci zawsze obiecują zerwanie z układami, w praktyce bywa różnie.

T.K. – Najpierw zauważę, że to nie ja użyłem słowa „układ”, ale zgadzam się z tym określeniem. Paradoksalnie o „układzie” mówią dziś najwięcej ludzie, którzy 4 lata temu pokpiwali, że „Kusy będzie tylko tropił układy”. Ja powiedziałbym raczej o „podatku korupcyjnym”, który jest dopisywany do wielu wydatków. Wystarczy przejrzeć protokoły kontroli komisji rewizyjnej w której również zasiadałem, aby wyrobić sobie zdanie w tym temacie. Wydatki poniżej 14 tys. euro, czyli ok. 50 tys. złotych, zazwyczaj mogą być dokonywane bez jakiegokolwiek przetargu. Ustawienie takich zamówień jest dziecinnie proste i chociaż na granicy, to jednak zgodnie z prawem. Często to jest tylko znajomość, czasem jakaś wdzięczność, czy zwykła przysługa koleżeńska. Kontrkandydaci czasami zarzucają mi, że jestem nieufny i podejrzliwy. Dla mnie w polityce nie ma przyjaźni, może być przy okazji polityki, ale w sposób nierzucający cienia podejrzeń o jakąś interesowność w sprawach publicznych. Z tego też powodu unikam fraternizacji, która nieuchronnie prowadzi do przedkładania emocji nad fakty. Oprócz faktów, podobnie jak w sprawach zawodowych, liczą się dla mnie kompetencje i zaangażowanie w pracę.

 

R. – No to już widzimy te tłumy urzędników głosujące na Pana…

T.K. – Paradoksalnie, nie widzę potrzeby jakiś rewolucyjnych zmian. Owszem, docierają do mnie informacje o niewłaściwym potraktowaniu petenta, jednak dotyczy to pojedynczych wydziałów. Ciekawe jest, że pokrywa się to z moimi obserwacjami naczelników tych wydziałów. Jak można mieć dobre zdanie o naczelniku, który w trakcie sesji traktuje w sposób chamski radnego? Jak w takim razie potraktuje zwykłego mieszkańca? Lepiej? Śmiem wątpić. Ryba psuje się od głowy. Tak jak prezydent Lenk dał naczelnikom przyzwolenie na takie traktowanie radnych, tak i podwładni dostosowują się do pewnego poziomu. Wierzę, że można to zmienić wskazaniem nowych standardów. Nie zamierzam robić czystek w UM. Dziś nie wyobrażam sobie współpracy z 2-3 osobami, jednak w pierwszej kolejności chciałbym zastąpić je osobami z wewnątrz wydziałów. Jestem wymagającym szefem i być może nie każdy nadąży za mną, ale na pewno nie zamierzam obsadzać stanowisk „swoimi”. Myślę, że i inni kontrkandydaci jeżeli nawet nie mówią o tym, to widzą taką potrzebę zmian.

 

R. – Właśnie, są jeszcze inni kontrkandydaci do fotela prezydenckiego Piotr Klima i Robert Myśliwy.

T.K. – Nie chciałbym ich oceniać. Nie wzięli udziału w debacie i nie mogłem zapytać publicznie o ich motywy działań. Zaskoczeniem jest dla mnie kandydatura Piotra Klimy, który był zastępcą Tadeusza Wojnara przez całą kadencję i praktycznie nigdy nie zdarzyło się, żeby głosował wbrew większości rządzącej. Co do Roberta Myśliwego, który dziś krytykuje Tadeusza Wojnara i Mirosława Lenka, to podobnie krytykował przed czterema laty, kiedy został radnym z list PO. To właśnie m.in. jego głosami Tadeusz Wojnar został przewodniczącym Rady Miasta, a Piotr Klima wiceprzewodniczącym. Niemal bez wyjątku wspierał politykę budżetową Mirosława Lenka. Nie wiem jak zachowa się po tych wyborach.

 

R. – To jeszcze nie zbrodnia. Każdy ma prawo do pomyłki.

T.K. – Tak, ale wciąż nie wiemy czy kandydaci uważają to za „pomyłkę”. Środowisko Piotra Klimy mówi wprost: „Nie mamy nic do zarzucenia prezydentowi Lenkowi”. Robert Myśliwy również nie wykluczył współrządzenia ze środowiskiem Mirosława Lenka, a wpływ na to będzie miał zarząd NaM. Jest to o tyle istotne, że nie wiemy np. jaka polityka gospodarcza będzie prowadzona po wygranych przez kandydata wyborach.

 

R. – A Pańska polityka gospodarcza? Z programu KOR też to nie do końca wynika…

T.K. – Jaką preferuję politykę gospodarczą można było wywnioskować z mojej działalności na forum Rady Miasta. Jestem np. przeciwny utrzymywaniu maksymalnych stawek od nieruchomości. Dziś stawki podatku plasują nas na czele najmniej przyjaznych miast dla prowadzenia działalności gospodarczej. Jednocześnie należy dążyć do tego, aby kwoty pochodzące z podatku PIT i CIT były coraz większe, krótko mówiąc aby raciborzanie i raciborskie firmy bogaciły się. Miasto musi mieć prezydenta-menadżera, a nie administratora. Trzeba postawić sobie parę priorytetów i  konsekwentnie je realizować. Trzeba zadbać, aby pieniądze u nas zarobione również u nas zostawały, jak i przychodziły z zewnątrz.

 

R. – Jak Pan chce to zrobić? Zamknąć Racibórz na rogatkach i zabronić wyjeżdżać do kina czy na zakupy do sąsiednich miast?

T.K. – Trzeba sobie postawić pytanie dlaczego się tak dzieje, że nie możemy dziś liczyć na tłumy turystów czy kupujących w Raciborzu. Część wniosków i recept jest oczywista. Nie mamy multikina czy aquaparku. Wybór sklepów w Raciborzu jest mniejszy niż np. w Rybniku. Ale czy naprawdę nic nie możemy zrobić? Możemy, ale trzeba rozwiązań niekonwencjonalnych. Przykładem może być nadal aktualny pomysł sprzed czterech lat, czyli Strefa Rozrywki, bądź wprowadzenie pieniądza lokalnego.

 

R. – Pańskim zdaniem, które punkty Pańskiego programu sprzed czterech lat mogły być już zrealizowane?

T.K. – Z całą pewnością powszechny, tani, bądź bezpłatny internet. Powiat i miasto zrezygnowali z tego; Unia Europejska proponowała dofinansowanie inwestycji w każdej gminie do 85%. Starosta Hajduk stwierdził, że utrzymanie tego będzie zbyt drogie. Idąc tropem tego rozumowania nie ma sensu budować dróg, bo ich utrzymanie jest jeszcze droższe. Być może bylibyśmy już w trakcie uruchamiania giełdy rolno-spożywczej np. w ramach Partnerstwa Publiczno-Prywatnego. Mielibyśmy działający w nocy monitoring miasta, łącznie z mobilnymi kamerami, a nie tylko kilka kamer w centrum. To tylko te najpewniejsze i najbardziej widoczne. Pomijam wszystkie drogi, chodniki i inne drobiazgi, które właściwie każdy mógłby sobie wpisać do programu wyborczego.

 

R. – Jakie przesłanie do wyborców?

T.K. – Nie marnujmy kolejnych czterech lat!

 

Materiał KWW Komitet Obywatelski Raciborzan

- reklama -

Najnowsze firmy w PLUSYdlaBIZNESUWięcej firm >>

Ostatnio dodoane ogłoszenia w #kupujlokalnieWięcej ogłoszeń >>

9 KOMENTARZE

  1. Hans

    Interesuje mnie JEDNA rzecz, która Pan Kusy ZROBIŁ dla Raciborza. Znam go tylko z tego, że jest z dumny bycia przeciw wszystkiemu i wszystkim: przeciw Lenkowi, przeciw Klimie, przeciw Myśliwemu, przeciw Dobru Ojczyzny, przeciw wszystkim dookoła. Tymczasem pracuje w Rybniku, mieszka za miastem (za centrum), ma w swoim PiSie 7 osób i tyle z niego mamy w Raciborzu. Nic nie zrobił przez 4 lata, totalnie nic na „plus”. Pamiętam, że obiecywał ten darmowy internet nawet jeśli nie zostanie prezydentem. No i co? I g…

  2. Żonka i tatuś też startują. Wszyscy tacy społecznicy! Pogratulować

  3. Racek

    O , widzę że p*******e milczka Myśliwego wystartowali na forum

  4. racek

    Szwadrony milczka myśliwego ruszyły do obszczekiwania konkurencji

  5. Cygan

    Kurwa ludzie, szczekajcie po sobie dalej. to tylko woda na młyn Lęka. wy się ponapierdalacie między sobą a Lęk ze szklaneczką whisky popatrzy i w pierwszej turze wygra. Odjebało wam? 20 lat pierdolonej demokracji nic nie nauyczyło? Przed pierszą rundą rywalizujcie na argumenty, bo któryś z was będzie z Lękiem w drugiej rundzie. nie wiem który, obojętnie. ale z takim zahowaniem dajecie Lękusiowi zwycięstwo na tacy – kusy, Myśliwy i klima wyrżną się nawzajem a gdzie 3-ech się kłóci tam czwarty korzysta. dziwię się Myśliwemu bo to podobno politolog, że nie dostrzega takiej oczywistej oczywistości.. Cyniczni politykierzy z PO głoszą na plakatach „Z dala od polityki” i ciemnota się na to łapie, a wiecie czemu? bo wy nibyopozycja głupi jesteście i djacie się skłócić. Divide et impera głosi stara maksyma. dziękuję za uwagę.

  6. ~HANS … jak to nic nie zrobil. A V-ce PRezydenta AD kto ,,zalatwil,, …?

  7. No, ciekawa rozgrywka sięszykuje, ja bym nie skreslał szans Kusego, wiele głosów może być oddanych przeciwko obecnemu układowi, głosy mogą sie podzielić na Mysliwego Kusego i Klimę

  8. Moderator powinien usunąć komentarz z dnia dzisiejszego.

KOMENTARZE

Please enter your comment!
zapoznałem się z regulaminem
Please enter your name here