Autostopem z Raciborza do Iranu: „Welcome to Iran”

1

Nasi autostopowicze osiągnęli już swój cel. Dotarli do Iranu. Przedstawiamy pierwszą część relacji z podróży po tym kraju.

"Welcome to Iran”
czyli pierwsze słowa usłyszane przez nas od celników. Ku naszemu zaskoczeniu kontrola ograniczyła się do zeskanowania paszportu i sprawdzenia, czy wiza nie jest wydrukowana na domowej drukarce. Nikt nie przeszukiwał naszego bagażu, a warto dodać, ze wiele produktów jest tutaj nielegalnych np. alkohol. Zaraz za granica dopadli nas taksówkarze i cinkciarze. Jak się później przekonaliśmy ci pierwsi często sprawiają problemy. Po wejściu do przygranicznego miasta zobaczyliśmy rodzinę rozkładającą koce na pasie zieleni miedzy drogami. Mężczyzna zaproponował po angielsku, żebyśmy usiedli z nimi do kolacji. Okazało się to być pierwsze z wielu spotkań z gościnnością Persów. Noc spędziliśmy rozbijając namiot obok nowo poznanych ludzi. W tym kraju dosłownie każdy kawałek zieleni wykorzystywany jest do piknikowania, wiec nikogo to nie zdziwiło. Niestety autostop jest w Iranie nieznany. Zatrzymywani przez nas kierowcy albo zamieniali się w taksówkarzy, albo ze względu na gościnność proponowali podwiezienie na dworzec autobusowy. Nasza podroż przestała być wyłącznie autostopowa – zaczęliśmy korzystać z autobusów. W ten sposób dotarliśmy do pierwszego z miast, które chcieliśmy odwiedzić – Tabrizu. Już tam poznaliśmy parę cech Persów, charakterystycznych dla wszystkich miejsc w których się pojawialiśmy, czyli otwartość i ciekawość wobec turystów. Wiele osób robiło z nami zdjęcia, witało nas po angielsku, a jeśli znali ten język lepiej często nawiązywali rozmowy. Właśnie tak znaleźliśmy pierwszego przewodnika. Podszedł do nas starszy człowiek, dobrze mówił po angielsku i po chwili zaproponował, ze pokaże nam miasto. Dzięki niemu wstąpiliśmy do miejsc, których sami z pewnością byśmy nie znaleźli, np. ukryta w piwnicach bazaru jadłodajnia, gdzie można zjeść tradycyjne potrawy z jagnięciną. Tego samego dnia ruszyliśmy do Teheranu. W Iranie najlepiej korzystać z nocnych autokarów – nie traci się dnia na pokonywanie naprawdę dużych odległości.

- reklama -

 

Cmentarz żołnierzy polskich

 

Teheran
Jest to największe miasto Bliskiego Wchodu i liczy ok. 12 mln mieszkańców. Po przyjeździe odwiedziliśmy cmentarz żołnierzy polskich. Obraliśmy sobie to jako jeden z celów podroży, chcieliśmy oddać hold Polakom, a także poświecić chwile na refleksje. Musze przyznać, ze to miejsce rzeczywiście dawało ku niej powody. W Iranie wszystko jest inne – od klimatu po przechodzenie przez ulice, jednak przekraczając bramę znaleźliśmy się w całkowicie spokojnym miejscu, oddzielonym wysokim murem od reszty hałaśliwego miasta. Widząc polskie nazwiska podpisane stopniami wojskowymi uświadomiliśmy sobie jak daleko i w jak bardzo obcym kraju znaleźli się Polacy podczas II Wojny Światowej. Wieczorem spotkaliśmy się z Mona, z która wcześniej skontaktowaliśmy za pomocą couchsurfingu (portalu dla podróżujących, podobnie jak wiele innych zachodnich stron zabroniony przez rząd). Pierwszego dnia zabrała nas na objazdowa wycieczkę po metropolii i pomogła w znalezieniu noclegu przez ten sam portal. Teheran jest przepełniony samochodami, zanieczyszczony, nowoczesny, ale zarazem perski. Z powodu pierwszych dwóch cech nie przypadł do gustu Michałowi, jednak dla mnie bylo ciekawym zobaczyć Iran w bardzo współczesnym wydaniu. Następnego dnia Mona zabrała nas na grilla z jej znajomymi. Spędziliśmy w świetnej atmosferze piątkowe popołudnie – dla Muzułmanów to dzień wolny od pracy. Oprócz sporych ilości jedzenia, gier i sziszy pojawiły się rozrywki nielegalne w Iranie: tance, śpiewy, alkohol, brak chust na głowach dziewczyn. Przekonaliśmy się także jak mylne może być wyobrażenie o Persach, którzy pomimo życia w zamkniętym państwie, maja świadomość jak ono wygląda w innych krajach, myślą i żartują podobnie jak my. Wieczorem ruszyliśmy w dalsza drogę pobijać nasz rekord w targowaniu ceny – przejechaliśmy ponad 900km za 20zł.

 

Wieczór w Teheranie

 

Persepois i Shiraz
Po całonocnej jeździe z Teheranu wysiedliśmy niedaleko ruin starożytnego miasta Persepolis. Dają one wyobrażenie jaka potęga było antyczne Imperium Perskie. Wysokie kolumny oraz niezwykle starannie wykonane płaskorzeźby robią wspaniale wrażenie. Z Persepolis próbowaliśmy się dostać do stosunkowo niedaleko położonego Shirazu. Ze względu na brak autobusów taksówkarze żądali absurdalnych pieniędzy. Udało nam się wytłumaczyć parze młodych ludzi na czym polega autostop i już byli skłonni nas zabrać, jednak widząc to podszedł taksówkarz i w paru stanowczych zdaniach po irańsku sprawił, ze się rozmyślili. Postanowiliśmy spróbować parę kilometrów dalej i udało się ze świetnym skutkiem. Zatrzymali się młodzi Persowie znający zarówno idee naszego sposobu podróżowania jak i Polaków. Podjechali po kolegę, który znał dobrze angielski i pojechaliśmy do ruin świątyni i miasta Zaratusztrian – tradycyjnej Religi Persów sprzed pojawienia się Islamu. Później podrzucili nas do Shirazu. Tam zaczęliśmy poznawać charakterystyczna irańska architektura. Przypadkowo udało nam się znaleźć przewodniczkę – bajkowe, pełne błękitu meczety pokazała nam Ghazal. Po dwóch dniach podjęliśmy decyzje, żeby pojechać do Yazdu. Nie byliśmy przekonani, czy słusznie, ponieważ cześć opinii o tym mieście nie była pochlebna. Nasze zdanie na ten temat pojawi się w następnej części relacji.

 

Meczet w Shirazie

 

Krzysiek Krzemiński

 

 

 

Sponsorzy wyprawy:

 

 

 

 

 

 

————————————————————————————————-

Czytaj również:

 

Autostopem z Raciborza do Iranu: "droga do Stambułu"

Michał i Krzysiek kontynuują swoją podróż do Iranu. W weekend dotarli do Stambułu.

Autostopem z Raciborza do Iranu: "jesteśmy w Bułgarii"

Michał i Krzysiek, którzy w ubiegłym roku autostopem dotarli na Bałkany, tym razem wyruszyli do Iranu.

 

 

- reklama -

1 KOMENTARZ

KOMENTARZE

Please enter your comment!
zapoznałem się z regulaminem
Please enter your name here