Reportaż: Prawdziwe historie opowiadane przez ludzi bez domu [ZDJĘCIA]

Historie bezdomnych

Mieszkają w „dziuplach”, bez prądu, ogrzewania, wody. Często w budynkach pozbawionych okien. Co wydarzyło się w ich życiu, że wylądowali na bruku? Z bezdomnymi rozmawialiśmy o ich dawnym i obecnym życiu.  

- reklama -

Eugeniusz – na tym świat polega, żeby się szanować

Dobra, dzień dobry, nazywam się Eugeniusz Woźniak, jestem z Żarowa pochodzę. To jest z pięćdziesiąt kilometrów stąd, z Wrocławia. Urodziłem się 30.05.1979 roku, mam trzydzieści dwa lata, nie. Wylądowałem na ulicy tak: proste, to było krótko. Kurde, pojechałem do Niemiec, tam zostałem przez trzy lata, przyjechałem z powrotem do Polski, myślałem… a przyjechałem, bo mnie policja przywiozła, bo mnie listem gończym poszukiwali, nie. No, to mnie od razu do kryminału. Wyszłem z kryminału i od raz o, zajechałem do domu, ja tam klucz chcę włożyć, a tam jakiś gościu otwiera. Mówię: co jest grane, co pan tu robi. A on na to: ja tu mieszkam. Ja mówię: jak pan tu mieszka, jak ja tu mieszkam. No i z powrotem idziemy do urzędu gminy i tego, no i co mi powiedzieli, że już straciłem te tamtą chałupę, bo przez trzy lata nie płaciłem rachunków, ani niczego. No i co mam dalej powiedzieć – dlatego wylądowałem na ulicy. A potem mieszkałem na schronisku, tutaj, po Polsce jeździłem (przeważnie Gdynia, tam Kraków, nie), no wszędzie gdzie się dało, gdzie najlepiej by było. No teraz myślę, że pojadę na Szczodrę, bo zima się zbliża, a tam jest noclegownia taka, że można przeżyć całą zimę, nie. A nie będę spał przecież po krzakach. W zimę, nie. To byłoby przegięcie. Już mam takich kumpli, którzy se poodmrażali nogi albo coś, no, poobcinali nogi. Kurde, se odmroził, to musieli mu aż do kolana kurde obciąć, no. Młody chłopak też… kurde. No i co jeszcze mam powiedzieć. Pięć lat już żyję na ulicy, pięć lat no. Kurde pięć lat i powiem pani szczerze, rzeczywiście jest tak, że my, na przykład tutaj z kolegami, jak jesteśmy, my się bardziej szanujemy, jak ludzie tak normalni się szanują, naprawdę. Taka jest prawda, bo wiemy, yyy… znamy życie. Bo ci, co nie znają życia, to oni się nie szanują w ogóle, absolutnie. Ja widzę panią pierwszy raz też i pani powiem, że pani jest bardzo sympatyczną kobietą i z kulturą bynajmniej, nie. Pani się nie brzydzi podejść do nas, pani się nie brzydzi zapytać o coś. No i właśnie o to chodzi, kurde. Ludzie, szanujmy się nawzajem. Kurde, po co to ma. Kurde. Na tym świat polega, żeby się szanować, a nie kurwa się jeszcze dołować (…)

Mama nie żyje, tato nie żyje. Mama miała czterdzieści dziewięć lat jak zmarła na raka, tato zmarł na gruźlicę – miał pięćdziesiąt lat. Straciłem ich bardzo wcześnie, za wcześnie – mi się wydaje. Może by do tego sytuacji nie doszło, nie, co teraz jest, ale za szybko oni odeszli. Znaczy, tato mnie uczył od małego, kurwa, ekhe. Tato mnie takich rzeczy, żeby szanować innych, nie? Zawsze mi to powtarzał, od małego. No to ja szanuję dalej i dlatego mam kumpli, nie, no proste. No i co jeszcze powiedzieć, no. Mam jeszcze, o, brata, siostrę mam, ale oni może już zapomnieli o mnie. Nie wiadomo, no może myślą tam sobie: O! Gdzieś żyje. No bo normalnie, jak ja tam do nich nie zadzwonię, to oni do mnie nie zadzwonią – no proste i logiczne, nie? No. A tak, to jest, no… przekichane no, lekka sprawa, no. Co mam powiedzieć no, kurde. Z kryminału też niedawno wyszłem, nie, i tak to. No, ale dobrze, że już jestem na czystym. Już mam spokój ze wszystkim – żadnego ogona, żadnego kuratora – nic! Także jest dobrze, nie? (…)

Siedziałem za dziesionę, za dziesionę, włamania, kradzieże, no, ale to było jeszcze za małolata, jak to robiłem, a później mi wszystko zaczęli odwieszać i dlatego poszedłem siedzieć. Bo tak, było wszystko w porządku, dopóki sobie nie przeskrobałem z kurde, o, piciem piwa na ławce. Podjechali do mnie, no to dobra – kolegium i za kolegium poszedłem siedzieć, miałem tylko trzy miesiące, a z trzech miesięcy się zrobiło siedem lat. No jak to? Wszystko poodwieszali mi. Wszystko mi poodwieszali po kolei i tak to… taka właśnie jest kurwa polityka polska. Zajebane Kaczyńscy, o. Niech pani to skasuje, ale kurwa oni do tego doprowadzili właśnie, że kurwa, że tak jest, jak jest. Oni dalej może chcieliby komunę mieć kurwa. No taka jest prawda, oni chcą mieć komunę dalej. Jak chcą mieć komunę, to niech jadą do Rosji, kurwa. Albo do Chin, bo tam też jest komuna dalej. No… Miałem dziewczynę, Monikę. Mam nawet jej tatuaż tutaj, znaczy się jej imię. Zrobiłem sobie ten tatuaż, byłem w kryminale, ona czekała na mnie, wyszłem, no i co z tego, że wyszłem, jak ona za za tydzień umarła. No. Rak żołądka i po dziewczynie, dwadzieścia dwa lata. No i zmarła. A jeszcze miałem wtedy mieszkanie, jeszcze miałem, bo po mamie, nie. Mama, jak zmarła, to przeszło na mnie, nie. I wtedy zaczełem chlać tak totalnie, że oh. Pojechałem se do Niemiec, w Niemczech se posiedziałem trzy lata, potem se wróciłem, ale kurwa z policją, no i tak to kurwa wygląda właśnie. Takie życie. A teraz żyję z dnia na dzień, no bo jak mam żyć, kurwa. Żyję, no życiem, kurwa. Może dzisiaj będzie dobrze, może jutro będzie lepiej, Nie wiadomo. No kto to wie. A może umrę jutro, no, kk… Skąd ja mogę wiedzieć. No taka jest prawda, no kurwa. Mogę się kurwa potknąć o chodnik i kurwa upadnę i niefartnie i po mnie, nie. A mogę w ogóle już nie wstać, nie wiadomo… Jest jedna rzecz, której do tej pory nie mogę se wybaczyć. Przeprosić mamę. To jest najgorsza moja… nie, chciałem przeprosić w ogóle za moje zachowanie, za moje wszystko. Tylko już nie zdążyłem, nie mam szans już teraz. Chyba, że do Boga. To wszystko.

Na zdjęciach zimowa akcja Straży Miejskiej przeprowadzona wraz z pracownikami OPS polegająca na odwiedzaniu miejsc, gdzie przebywają bezdomni oraz zachęcaniu ich do korzystania z noclegowni. Na ogół z małym skutkiem.

Zobacz apel OPS jak można pomóc osobom bezdomnym lub potrzebującym w zimie

Ryszard – na zimę nawet browara nie ruszę

Proszę uprzejmie. Po prostu, jestem jedenaście lat wdowiec. Od trzydziestu lat. Z tym, że stało się tak, że córkę zameldowałem na mieszkanie swoje, osobiste, no i mnie wymeldowała. No, przypadek. Nie wiem co to było, złośliwość czy nie złośliwość, raczej chyba przypadek, ponieważ ja miałem wyjechać do Szwecji do pracy, nie. I po prostu tam miałem mieć konkubinę, znaczy się, kobietę z dzieckiem, i jako budowlaniec prowadzić firmę budowlaną, nie. I po prostu, przypadek – za dużo było. Za dużo było i po prostu okradli mnie. Paszport, wszystko i nie mogłem wyjechać, no i zostałem w kraju. Zostałem w kraju, no. Taka prawda jest. A aktualnie… to proszę panią, no… Zimą to jako tako mam gdzie przebywać, yyy ale latem człowiek się psuje. Co psuje? Alkohol, bo człowiek za dużo drinkuje, no. Po prostu, o to chodzi, no. A ja jestem już, wie pani, no co ja mam? Trzydzieści osiem lat… do setki, hihi, do steki. No, córka ma czterdzieści dwa, syn ma prawie czterdzieści też. No jest ta różnica, że po prostu człowiek nie pije dla przyjemności, żeby się upić, tylko się uspakaja. Bo tu chodzi o alkohol, żeby alkohol uspokoił. Tak, jak lekarstwo. Tak jak lekarstwo po prostu, no i tym samym jest się chwilowo spokojnym, nie. Jest od razu cieplej też. Śpię na klatkach. Żona zmarła. To był przypadek. No choroba, no. A dzieci urodziłem no trochę, trochę daleko, lubelskie aż, aż, aż! Aż lubelskie. Z tym, że ja szkołę kończyłem w Gdyni, na Helu praktykę, także ja nie jestem dzisiejszy. Tytuły mam, ale nie będę się wypowiadał, bo po co. Mam uprawnienia międzynarodowe, i tak dalej, i tak dalej, tu w Oławie robiłem, i w Gdyni też. I po prostu, no, a teraz jest, no smutno jest. Smutno jest, że człowiek musi topić to wszystko. Musi topić, no. Po prostu w trunku, w trunku. Nie jestem alkoholikiem, tylko po prostu… za dużo spożywam, nie. Znaczy się, może nie tyle spożywam. Yyy, człowiek, yyy, znaczy się, jeżeli chodzi o mnie oczywiście, jak już tak się wypowiadam, po prostu człowiek nie pije, że jest alkoholikiem, tylko pije, żeby zaspokoić nerwy. Nerwy, po prostu chodzi, ja złożyłem podanie do pracy, a mam sześćdziesiąt trzy lata, i wie pani, że nie dostałem odpowiedzi? Na główny dworzec, no bo jestem budowlaniec, nie. I co mam zrobić? Upić się – z tego wynika. I to jest przykre, ale nie upić się dlatego, że… znaczy, załagodzić nerwy. Ja jeszcze umiem płakać. Umiem płakać i po prostu to może mnie ratuje. Nie no, psychologię też robiłem. Robiłem psychologię, ponieważ w szkole wykładałem zawodowo historię. Jestem budowlaniec z wykształcenia, no ale parę innych tytułów tam mam. Nie będę się chwalił, bo nie ma czym się chwalić. Inżyniera nie mam, tylko mam tytuły. Tytuły to są proszę pani różne. Mam międzynarodowe uprawnienia budowlane, i tak dalej, i tak dalej. I proszę panią, no co zrobić?

Pff…mam powiedzieć więcej tak szczerze? Chodzę po kancie. Nie wie pani co to jest po kancie? Po prośbie. Po prostu chodzę, może pani poratować złotówką, proszę uprzejmie. Albo poratuje albo prosi o odejście, albo nie mam drobnych, albo mam kartę, prawda. Ale ja jestem, bo to są, no… No i po prostu, co pani powiem więcej – jestem samotny w tej chwili, ale broń Boże, powiem pani szczerze, na zimę nawet browara nie ruszę. Powiem pani ciekawskie takie rzeczy, no bo ja jestem taki no, no, dużo chodzę. Ja potrafię chodzić trzydzieści, czterdzieści kilometrów dziennie. Poważnie, taak. I proszę sobie wyobrazić, że idę na osiedle, bo mam takie osiedle swoje, takie ekstra, nie takie jakieś, wie pani, biedne. I proszę sobie wyobrazić, że idę na osiedle, no… stoi pudełeczko, pudełeczko. Po prostu… eee… yyy… odruchowo biorę, otwieram, patrzę – dwa zegarki. Damski i męski. Znaczy się, damski nieużywany, z bransoletkami, elegancki, nie, że jakiś barakuła, a męski używany, z tym, że ani jeden nie chodzi, ani drugi nie chodzi. Ale założyłem baterie i oczywiście – na chodzie. Co pani chce się jeszcze dowiedzieć? Tak prywatnie, no? Co ja byłem? No byłem społeczniak, dwa i pół tysiąca ludzi miałem pod sobą, tak, w Hutmenie. Wie pani gdzie to jest? Tylko teraz tam już tyle ludzi nie ma, nie. Byłem społeczniak i po prostu no, jakieś takie odruchy człowiek ma społeczne i życzliwe. I chodziło o to, że tak: jak pani ktoś powiedział dzień dobry, to to było przyjemne. Nie chodziło o żadne pieniądze. Ale tak: pożyczki, nagrody, czy coś tam prawda – wszystko podpisywałem i miałem dobre słowo, to znaczy się, dobrze mnie poważali, ponieważ… A ja proszę panią, no, lubię komuś pomóc za „dzień dobry”, nic więcej. Pracy nie straciłem, tylko po prostu… hmm… pracowałem tu i tam… Hutmen – piętnaście lat, Polmos… I ja pracowałem, bo ja byłem stróż od utrzymania ruchu, znaczy się, prowadziłem roboty takie i takie. I… po prostu… szczerze powiedzieć? Honor zgubił. Honor, no. Człowiek był za honorowy – nie chciał pieniędzy, nie chciał nic, tylko chciałby dobre słowo i tak dalej. I to zgubiło. Dzisiaj mi córka mówi, czterdzieści dwa lata, mówi do mnie: tata, ja ci mogę wszystko kupić, ale pieniędzy ci nie dam. Wiadomo o co chodzi, hehehehe. Nie, nie, tak sympatycznie rozmawiamy, nie? Ale córka wykształcona, pani inżynier budowlana, syn też. No ale co, wie pani co, mój przypadek, że miałem wyjechać do Szwecji, ale… za dużo było. Okradli mnie i po prostu, popsuło mi się. Tak się stało, popsuło mi się. A w tej chwili to wie pani, co, powiem szczerze, przez całą zimę, ja nie ruszę nawet browaru, nawet browaru. Po prostu mam hamulec. Tylko wie pani o co chodzi, ale przyjdzie lato, no, różnica, lato prawda, hehehe, i tak dalej i człowiek trochę ma luzu, ale broń Boże… To, co ja jem, to nie wiem czy pani miała w ręku takie jedzenia, jak ja. Nie, bez przesady, mówię poważnie. Pani nagrywa, ale mnie to nie przeszkadza. Proszę panią, to, co ja jem: balerony, nie balerony, skąd to mam? Kupuję? Nie. Nie kupuję. I proszę sobie wyobrazić, że ja idę, przykładowo dwa mam takie miejsca, idę – wszystko zamrożone. Zamrożone z lodówki, bo kierowca odjeżdżał i zostawił baleron, a pół reklamówki, to przecież pani sama tego nie zje. To jest normalne. Co mogę pani sympatycznie jeszcze powiedzieć? Kurcze, za dużo powiedziałem i tak. Córka ma willę, na Kątach Wrocławskich mieszka, tak. Z tym, że ja, przed chwilą pani powiedziałem: honor człowieka gubi, ja za honorowy jestem, po prostu, i to mnie gubi, bo ja wolę nic i koniec. Pani rozumie? To jest ciekawskie, prawda? A to jest takie, no, znaczy się, eee…, nie tyle nieprzyjemne, co nieprzyjazne, nie. Bo ponieważ człowiek za honorowy, no jest niby mocny, niby jest mocny, ale traci. Traci szacunek, traci wszystko, traci wszystko po prostu no. Co pani mogę jeszcze powiedzieć? Niech pani już nie nagrywa.

Z bezdmnymi rozmiawiała Anna Burek
(teksty dosłowne odtwarzane z nagrania)

fot. Ireneusz Burek

- reklama -

KOMENTARZE

Please enter your comment!
zapoznałem się z regulaminem
Please enter your name here