– Sędzia to ktoś naprzeciwko ludzi – Wywiad z Marzeną Korzonek

1
"Prowadziłam działalność gospodarczą, realizowałam bardzo wiele projektów, działałam społecznie, organizowałam różne wydarzenia. W sądzie przeszłam całą drogę: od aplikanta, protokolanta, po asystenta sędziego, referendarza sądowego, aż ostatecznie zostałam sędzią" - Marzena Korzonek. fot.: facebook.com

„Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł” – Marzena Korzonek, Prezes Sądu Rejonowego w Raciborzu, w specjalnym wywiadzie dla naszego portalu opowiada o karierze muzycznej, planach rozwoju sądu oraz dotychczasowych osiągnięciach na stanowisku prezesa.

– Na scenie muzycznej odniosła Pani niemałe sukcesy. Zwycięstwo w finale „Szansy na sukces”, nagroda Anny Jantar na Festiwalu w Opolu (Debiuty, 2003), Wydała Pani również swój autorski album „33 i 1/2”, który został ciepło przyjęty przez krytyków. Nie miała Pani pokusy, aby całkowicie poświęcić się karierze muzycznej? Prawo wybrała Pani ze względów pragmatycznych?

- reklama -

Marzena Korzonek: – Nie wybrałam prawa ze względów pragmatycznych. Zawsze byłam humanistką, dla wielbicielki języka polskiego i historii, prawo było naturalnym wyborem. Zresztą, najpierw wybrałam prawo, a dopiero na 5 roku studiów odnosiłam muzyczne sukcesy, które wiele zmieniły. Pojawiło się wtedy marzenie o tym, żeby śpiewać i zajmować się muzyką zawodowo. Zrobiłam bardzo wiele w tym kierunku, podejmowałam wiele prób i walczyłam, ale prawda jest taka, że po prostu się nie udało zrobić tzw. „kariery muzycznej”. Miałam kilka propozycji dojścia do kariery na skróty, ale na to się nie zdecydowałam. Ostatecznie uważam, że tak miało być. Dziś moja przeszłość muzyczna jest moim skarbem, piękną przygodą, wspomnieniem, które mogą mieć nieliczni.
Innym tematem jest wybór zawodu sędziego. Po studiach skupiłam się na muzyce i wtedy poznałam sędziego Sądu Najwyższego w stanie spoczynku, Józefa Musioła, niezwykle barwną postać. Ślązak, działacz społeczny na rzecz Śląska, karnista, ale także literat, autor książek i sztuk teatralnych. Cytat Gabriela Garcia Marqueza: „Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł”, wypowiedziany z jego ust spowodował, że zdecydowałam się zdawać na aplikację sędziowską. Ten cytat stał się moim drogowskazem i zasadą mojej pracy.

Raciborzanka, Prezes Sądu Rejonowego w Raciborzu, Marzena Korzonek, ma na swoim koncie liczne sukcesy w branży muzycznej. fot.: Ireneusz Burek

– Jest Pani młodą, atrakcyjną kobietą. Do tej pory znana była Pani głównie ze sprawą swojej kariery muzycznej, która obfitowała w niemałe sukcesy. Mało kto kojarzył Panią z wymiarem sprawiedliwości. Pewnie dla wielu ludzi było zaskoczeniem, kiedy objęła Pani stanowisko Prezesa Sądu. Czy Pani dotychczasowy image nie przeszkadzał, bądź przeszkadza, w pełnieniu bardzo poważnej funkcji?

MK – Zdaję sobie sprawę, że dla wielu ludzi objęcie przeze mnie stanowiska Prezesa Sądu było zaskoczeniem. Pewnie podwójnym dla tych, którzy nie wiedzieli nawet, że jestem sędzią. Muzyczna przeszłość stanowi ważną część mojego życia i miała wpływ na to, kim jestem, ale nigdy nie przeszkadzała mi i nie przeszkadza w pracy sędziego, czy obecnie również Prezesa Sądu, powiedziałabym nawet, że wręcz przeciwnie. Przekornie można zapytać, czy takie pytanie usłyszałby „młody, przystojny” Prezes Sądu, który odnosił sukcesy np. jako gitarzysta. Myślę, że nie, a to oznacza, że wciąż funkcjonują w społeczeństwie stereotypy, które trzeba łamać. Dlatego odpowiadając na pytanie mogę szczerze powiedzieć, że nigdy nie byłam negatywnie oceniana przez pryzmat mojej muzycznej drogi. Nikt nie podważył z tego powodu moich kompetencji i nie spotkałam się z lekceważącym zachowaniem. Wpływ na to ma pewnie też fakt, że zazwyczaj mam wiele do powiedzenia (śmiech) i mam nadzieję, że to co mówię jest ważne.

Raciborska prezes sądu bardzo dba o wizerunek placówki. Wprowadziła w sądzie liczne udogodnienia dla petentów, m.in. kącik zabaw dla dzieci. fot.: D. Niestroj

– Środowisko sędziowskie w Polsce, jest obecnie mocno spolaryzowane. To samo dotyczy ogółu społeczeństwa. Pod adresem sędziów padają mocne oskarżenia o „nadzwyczajną kastę”, „ludzi poza prawem”.

MK – Jest mi bardzo przykro, że te oskarżenia padają pod adresem wszystkich sędziów, że „wrzuca się do jednego wora” wszystkie osoby wykonujące ten zawód. Takie uogólnienia są po prostu krzywdzące. Uważam, że powinno się piętnować konkretne jednostki, a nie całą grupę zawodową. Jest wielu wspaniałych sędziów, którzy wykonują swój zawód najlepiej jak potrafią. Takich sędziów mam wokół siebie. Mój Sąd jest miejscem dobrych wzorców. Chyba nikt z nas nie chciałby czytać tylko i wyłącznie krytyki pod swoim adresem, bo to powoduje poczucie: „po co się starać, skoro i tak usłyszę niezadowolenie”. W przestrzeni publicznej nie ma praktycznie żadnych głosów pozytywnych, nie ma żadnych dobrych przykładów, o sędziach mówi się praktycznie tylko źle albo w atmosferze sensacji. Tak jest od dawna. Jeżeli społeczeństwo ma głównie krytyczny przekaz o sędziach i sądach, jakie ma mieć zdanie na temat wymiaru sprawiedliwości? Między innymi to chcę zmieniać. Małymi krokami, wokół siebie chcę pokazywać to, co jest dobre, chcę pokazywać inicjatywy sądu, działania pro edukacyjne i nakierowane na poprawę zaufania ludzi do sądów. Chcę pokazywać tych, którzy są aktywni, chcę pokazywać jak sędziowie się kształcą i szkolą. Problem w tym, że to jest niepopularne dla mediów, przypomina się tytuł piosenki „To się nie sprzeda Pani Geppert…” Nie uważam, że sędzia to ktoś ponad ludźmi, a tym bardziej ktoś ponad prawem. Sędzia to ktoś naprzeciwko ludzi. Sędzia musi potrafić słuchać, musi potrafić rozmawiać z ludźmi.

– Jest Pani bardzo młodym prezesem sądu, jednak dosyć doświadczonym. Jak radzi sobie Pani na tak wyeksponowanym stanowisku.

MK – Mam różnorodne życiowe doświadczenia i jest to kapitał, z którego korzystam. Nie byłam w swoim życiu tylko sędzią. Prowadziłam działalność gospodarczą, realizowałam bardzo wiele projektów, działałam społecznie, organizowałam różne wydarzenia. W sądzie przeszłam całą drogę: od aplikanta, protokolanta, po asystenta sędziego, referendarza sądowego, aż ostatecznie zostałam sędzią. Na to stanowisko startowałam dopiero wtedy, kiedy etat pojawił się w Sądzie Rejonowym w Raciborzu w Wydziale Cywilnym, mimo że mogłam to zrobić wcześniej. To powoduje, że mam szerokie spojrzenie na sąd, nie tylko z perspektywy sędziego. Jak sobie radzę na stanowisku prezesa? Tu chyba odpowiedź nie należy do mnie. Ocenić musieliby to moi współpracownicy, strony, ludzie. Docierają do mnie oczywiście pozytywne sygnały, chociażby po Tygodniu Mediacji. Uważam, że to zaszczytne i bardzo odpowiedzialne stanowisko, ale jednocześnie wiele umożliwiające.

Pani Marzena Korzonek może się pochwalić nie tylko sukcesami w branży muzycznej. Jej zasługą jest również rozpropagowanie mediacji jako formy rozwiązywania konfliktów. fot. D. Niestroj

-Jakie są Pani dotychczasowe największe osiągnięcia jako prezesa sądu? I jaki Pani ma plan dalszego działania?

MK – Dużym sukcesem okazał się Tydzień Mediacji. Inicjatywy, które zaplanowałam cieszyły się dużym zainteresowaniem: debata ekspercka zgromadziła ponad 40 osób, zakończyła się długą i ożywioną dyskusją oraz wieloma pomysłami i wnioskami, a na wykład o mediacji przybyło 50 osób. Ponadto wyszłam z inicjatywą podjęcia współpracy między sądem i Biblioteką Publiczną w Raciborzu. Poza tym, zorganizowałam we wrześniu pierwsze spotkanie z mediatorami, zainaugurowałam Raciborski Salon Mediatora. Moim celem jest również prowadzenie polityki wizerunkowej sądu i poprawa komunikacji między sądem a obywatelem. Z mojej inicjatywy poprawione zostało oznakowanie w sądzie, tak aby łatwiej było dotrzeć do ważnych z punktu widzenia interesantów miejsc. Zorganizowałam kącik zabaw dla dzieci na drugim piętrze przy Wydziale Rodzinnym. Doprowadziłam do uruchomienia centrali telefonicznej w sądzie. Jeśli chodzi o cele jakie stawiam sobie na moją 4-letnią kadencję to jest to stworzenie większego niż obecnie i nowoczesnego Biura Obsługi Interesantów i czytelni akt. Chciałabym również podejmować starania w celu dokadrowania sekretariatów i poprawy organizacji ich pracy. Sekretariaty i ich pracownicy są bardzo obciążeni pracą, sfrustrowani i zmęczeni. W tym zakresie prezes niestety nie ma wielkiego pola manewru, dlatego to co mogę zrobić to poprawiać warunki pracy, a także doceniać ich wysiłek. Jeśli chodzi o sam sąd chcę, aby sytuacja była stabilna dla sędziów i pracowników, aby czuli, że mają we mnie wsparcie. Sędziowie mają bardzo dużo spraw w swoich referatach, są bardzo obciążeni, dlatego bardzo wysoko oceniam ich wysiłek oraz to, że zarówno sędziowie, jak i pracownicy uczestniczą z własnej inicjatywy w szkoleniach, konferencjach, również międzynarodowych oraz podejmują studia podyplomowe. Będę to wspierać, bo wiem jakie to ważne. Mam pomysły, energię i chęć do pracy. Przeczytałam gdzieś, że ważne jest, aby pozostawić miejsce, które się obejmuje trochę lepszym niż się je zastało. Chciałabym, żeby tak się stało.

– Jak podoba się Pani obecnie Racibórz? Pamięta go Pani na pewno z czasów, kiedy była Pani uczennicą II LO. Jakie są Pani ulubione miejsca, które z chęcią Pani odwiedza? Jakie miejsce na pewno chciałby Pani pokazać osobie, która pierwszy raz odwiedza Racibórz?

MK – Prawda jest taka, że wbrew powszechnemu narzekaniu w naszym mieście, Racibórz mi się podoba. Wystarczy posłuchać ludzi, którzy odwiedzają Racibórz. Bardzo pozytywnie wypowiadają się o naszym mieście, a u nas panuje zasada: „wszędzie dobrze gdzie nas nie ma”. Moje ulubione miejsce w Raciborzu to Park Zamkowy, Zamek Piastowski, bulwary nad Odrą, plaża i wały. Uwielbiam spędzać tam czas. Rozwój bulwarów i wykorzystanie rzeki to moim zdaniem jedno z ważnych inicjatyw, którą miasto powinno podejmować. Lubię widok na ul. Zborową od ul. Mickiewicza, przypomina mi mój ulubiony zakątek z Krakowa – widok na ul. Poselską od kościoła Dominikanów. Lubię też Oborę, Rynek i Park im. Miasta Roth. Osobę, która pierwszy raz odwiedza Racibórz zabrałabym na Zamek, a później na spacer w Parku Zamkowym i na plażę miejską.

Prezes raciborskiego sądu ceni sobie dobry film i książkę. Jedną z nich jest „Mistrz i Małgorzata”, M. Bułhakowa. fot.: D. Niestroj

– Ulubiony utwór muzyczny?

MK – Nie mam tylko jednej ulubionej piosenki, z kilkoma piosenkami wiążą się określone historie i mam różne ulubione na określone emocje. Zawsze uwielbiałam „Och życie, kocham Cię nad życie”, Edyty Geppert. Najpiękniejszym wyznaniem miłości jest dla mnie „Niebieska piosenka”, Grzegorza Tomczaka. Uwielbiam „Modlitwę”, Tadeusza Nalepy, bo od niej się wszystko zaczęło.

– Ulubiony film?

MK – Jest ich kilka. „Amelia” bo to piękny i oryginalny film o przeznaczeniu. Uwielbiam film „Nietykalni”, bo to wzruszająca opowieść o łamaniu stereotypów i o tym, że każdy ma w sobie pokłady dobra. Lubię też „Niemoralną propozycję” za słowa: „jeśli kogoś kochasz wypuść go z rąk, jeśli do Ciebie wróci znaczy, że zawsze był Twój, jeśli nie wróci to znaczy, że nigdy do Ciebie nie należał”.

– Ulubiona książka?

MK – Moją ulubioną książką w dzieciństwie była „Ania z Zielonego Wzgórza”, obecnie nie mogę wskazać tylko jednej książki, która jest moją ulubioną. Jedną z moich ulubionych książek jest „Mistrz i Małgorzata” Michaiła Bułhakowa ze względu na jej metafizyczność i uniwersalność. Ważną książką jest dla mnie „Gra w klasy” Julio Cortazara, dająca do myślenia i wymagająca interakcji z czytelnikami, skarbnica cytatów.

Rozmawiał: Dariusz Niestroj

Zdj.: Dariusz Niestroj, Ireneusz Burek

- reklama -

Prezenty, które sprawiają radośćWięcej artykułów branżowych >>

Ogłoszenia PLUSYdlaBIZNESUWięcej ogłoszeń branżowych >>

1 KOMENTARZ

  1. Nie karany.

    Ocenimy to z czasem.

KOMENTARZE

Please enter your comment!
zapoznałem się z regulaminem
Please enter your name here