Zielona armia zastrajkowała? Rafako przegrało z Juvenią

7

Siatkarze KS AZS Rafako przegrali drugi kolejny mecz z rzędu we własnej hali. Tym razem pozbawieni dopingu swoich kibiców ulegli niżej notowanej Juvenii Głuchołazy i spadli w tabeli II ligi.

Mecz lepiej zaczęli goście, osiągając trzypunktowe prowadzenie. Przy stanie 7:10 precyzyjnie kiwnął Aleksander Galiński, skutecznie zagrali jego koledzy i zrobiło się 10:10. Od tego czasu to Rafako było z krótką przerwa na prowadzeniu, aż do decydującej części seta. Moment dekoncentracji wystarczył, by z 18:17 zrobiło się 19:21. Seria błędów rafakowców dało zwycięstwo przyjezdnym  do 22.

- reklama -

 

 

Dzięki mocnemu serwisowi Galińskiego Rafako rozpoczęło następną odsłonę od prowadzenia 4:1. Znów seria błędów i jest 7:7. Przy silnej zagrywce Pawła Cieślara Rafako odskoczyło na 4 punkty, ale AZS grał tego dnia przedziwnie. Nader często po świetnej własnej serii zdarzały się przestoje, a ilością błędów można by obdzielić kilka meczów. Rywale ze stanu 21:19 wyciągnęli do remisu 22:22. Nerwową końcówkę na korzyść Rafako rozstrzygnął blokiem Mateusz Władarz.

 

Trzeci set to Rafako jakie zawsze kibice chcieliby oglądać. Akademicy postawili na mocny serwis i to się opłaciło, a grając urozmaiconą siatkówkę przez cały czas prowadzili kilkoma punktami. Do stanu 21:16 utrzymywało się 4-5 punktowe prowadzenie. Wtedy w grę znów wkradło się zdenerwowanie, co pozwoliło dojść Juvenii na 1 punkt. Na szczęście Władarz blokiem przerwał serię rywala, skutecznie w następnej akcji blokował Cieślar, ten sam zawodnik atakiem ze środka dał Rafako piłkę meczową (24:21). Kolejną pełną nerwów końcówkę zakończył Patryk Otlik obijając blok Głuchołaz.

 

Pierwszą część czwartego seta najlepiej byłoby pominąć milczeniem. Zawodnicy Rafako jakby zapomnieli, że słowo "przyjęcie" oznacza nie tylko bankiet. Bez dobrego przyjęcia trudno grać skuteczne akcje, co rywal wykorzystał prowadząc 3:1, 9:3 i 12:3! Wrócił koszmar z pierwszych setów, czyli seriami popełniane niewymuszone błędy. Na nic zdawały się przerwy na żądanie Witolda Galińskiego. Gdy na zagrywce stanął kapitan Rafako Aleksander Galiński, ambitnie grającym akademikom udało się dojść rywala na trzy punkty (17:20). Niestety, tego dnia gra Rafako przypominało sinusoidę. Znakomite momenty przeplatali z fatalnymi. Tych ostatnich było niestety więcej i Juvenia nie wypuściła prowadzenia doprowadzając do tie-breaka. Co trzeba dodać, z małą pomocą sędziów.

 

 

 

Tie-break przebiegał pod dyktando przyjezdnych, którzy od stanu 5:5 systematycznie powiększali przewagę. Rafako miało ogromny problem ze skutecznym kończeniem akcji, stąd mecz nie mógł się zakończyć innym wynikiem niż zwycięstwo Juvenii. Trener Galiński postawił wszystko na jedną kartę i na zagrywkę wpuścił pod sam koniec Rafała Kubiaka. Jeszcze bloki Władarza i Cieślara dały odrobinę nadziei. Niestety, po czasie dla Głuchołaz Kubiak zagrał w siatkę i Rafako zakończyło mecz z dorobkiem zaledwie jednego punktu. Zwycięstwo gości zasłużone, ale nie zagrali oni jakiejś kosmicznej siatkówki. To raczej Rafako podarowało im zwycięstwo ogromną ilością często bardzo prostych błędów.

 

Na zakończenie warto wspomnieć jeszcze o dwóch rzeczach. Pierwsza to kibice, którzy po porażce z Rybnikiem chyba postanowili zastrajkować i nie wsparli drużyny dopingiem, do którego zdążyli już przyzwyczaić. Choć pojawiły się takie odgłosy, sami kibice dementują taką możliwość. Ok. 10 osobowa grupa fanów Juvenii sprawiła, że przez większą część meczu można było mieć wrażenie, iż odbywa się on w Głuchołazach. Druga kwestia to sędziowanie. Sędzina główna i jej asystenci zbyt często niestety podejmowali decyzje, które najdelikatniej określić można "kontrowersyjnymi". I choć sprawiedliwie trzeba przyznać, że mylili się w obydwie strony, to jednak częściej ich werdykty dawały korzyść przyjezdnym.

 

KS AZS Rafako – Juvenia Głuchołazy 2:3 (21:25; 25:22; 25:23; 17:25; 11:15)

 

/ps/

- reklama -

7 KOMENTARZE

  1. Kibiców z klubu kibica serdecznie przepraszam. Po prostu w rozmowach
    po meczu z kilkoma osobami i z opinii wysłuchanych w trakcie jego
    trwania kilka razy padło takie przypuszczenie. Pozwoliłem sobie umieścić
    je w tekście, oczywiście nie twierdząc tego z całą pewnością. Tytuł
    rzeczywiście niefortunny, dlatego po zwróceniu uwagi opatrzyłem go
    znakiem zapytania. Dopisałem też zdanie wyjaśnienia, żeby nie było
    niedopowiedzeń. Nie chodziło mi o żadną sensację wokół klubu i klubu
    kibica, który cenię za fantastyczną oprawę meczów. Jeśli ktoś poczuł się
    urażony, jeszcze raz przepraszam. Tym bardziej, że podczas spotkania z
    Głuchołazami planowaliśmy zrobić mały materiał wideo z „młyna”.

    Paweł Strzelczyk

    P.S. Mam nadzieję, że w szlagierowym meczu z Tychami będzie jak zawsze

KOMENTARZE

Please enter your comment!
zapoznałem się z regulaminem
Please enter your name here