Felieton: Po tęczy do celu [ZDJĘCIA]

3
homoseksualiści berlin

Lipiec w Europie upłynął pod znakiem tęczy nie tylko z powodu kapryśnej pogody, która mieszając deszcz ze słońcem, nieraz malowała niebo w pastelowe kolory. Tęcza zdominowała także polityczną scenę kontynentu, kiedy to kanclerz Niemiec postanowiła wspiąć się po jej grzbiecie na kolejny stopień swojej kariery.

- reklama -

Próba wyobrażenia sobie postawnej i poważnej Angeli Merkel czołgającej się na czworaka w jednej ze swoich stonowanych (oraz już trzecią kadencję z rzędu – przykrótkich) garsonek po krzykliwej tęczy kojarzącej się z kiczem i przesadnym romantyzmem mimowolnie wywołuje u mnie ironiczny uśmiech pod nosem. Ironiczny z domieszką znacznej dawki goryczy, bo nie spodziewałam się, że szanowana za odważne decyzje kanclerz Niemiec z iście pokerową twarzą na polityczny stół w charakterze asa rzuci tęczową kartę LGBT.

W języku niemieckim czasownik merkeln oznacza kręcić, odpowiadać wymijająco na pytania, bez jednoznacznego wyrażania swojej opinii. Jednym z głównych sposobów nadawania nazwisk naszym przodkom było nazywanie ich cech fenotypowych lub przywar, cech charakteru. Merkel udowodniła, że odczasownikowe nazwisko nosi nie bez powodu. Mając na uwadze zbliżające się we wrześniu wybory do Bundestagu, okazywane coraz częściej znudzenie Niemców trzykrotną kadencją tej samej osoby oraz wielokrotnie wypominane jej negatywne stanowisko zajmowane w stosunku do legalizacji małżeństw osób tej samej płci, z typowym dla siebie spokojem przekalkulowała korzyści i dała wolną rękę swoim partyjnym kolegom, zwalniając ich z dyscypliny partyjnej. Punkt dla Merkel – zyskała w ten sposób poparcie środowisk homoseksualnych, których obietnicami zmian kusił jej największy przeciwnik w nadchodzących wyborach, Martin Schulz. Jednocześnie podczas głosowania, które odbyło się 30 czerwca, oddała głos przeciw. Kolejny punkt dla niej – nie zraziła do siebie konserwatywnych wyborców i pozostała wierna ideałom córki luterańskiego pastora. W zgodzie z typową dla Niemców oszczędnością, Merkel pokazała nam, że ciastko można zjeść i jednocześnie ciastko można nadal mieć.

Pokazała jednak jeszcze coś innego. Pokazała, że każdy kręgosłup moralny można złamać. Pokazała, że kiedy w grę wchodzą pieniądze, przestają liczyć się morale. Pokazała, że by osiągnąć cel jest w stanie zmienić zdanie, wyrzec się swoich ideałów i przekonań. Pokazała, że dla popularności wśród wyborców jest w stanie czołgać się na kolanach w górę drabiny popularności, wspomagając się przy okazji tęczową szarfą, byle piąć się wyżej. Merkel wykorzystała nieuregulowaną od lat sytuację osób homoseksualnych, by osiągnąć wyznaczony sobie cel. Skorzystało na tym przynajmniej 7,4% społeczeństwa niemieckiego, czyli w przybliżonych szacunkach – około 6 milionów osób homoseksualnych mieszkających za naszą zachodnią granicą. Wychodząc z założenia, że w wyborach każdy głos wiele znaczy, 6 milionów potencjalnych głosów znaczy znacznie więcej. Ale na myśl nasuwa się także inna kalkulacja – ile znaczy każda z tych osób dla Merkel?

Ustawa nadająca gejom i lesbijkom w Niemczech pełne prawa małżeńskie czekała na głosowanie blisko dwa lata, a dyskusję nad nią odłożono łącznie 30 razy. Innymi słowy – od dwóch lat 6 milionów obywateli Niemiec czekało z niepewnością na upgrade swojego statusu z podrzędnego obywatela – na pełnoprawnego członka społeczeństwa. 30 razy 6 milionom osób odebrano nadzieję na jakiekolwiek zmiany. 6 milionów żyć zdawało się być jedynie szmacianymi piłeczkami w politycznej żonglerce niemieckich decydentów. W milionach można by pewnie także liczyć wyprodukowane argumenty zarówno za, jak i przeciw potencjalnym planom ustawy. Sztucznie mnożone przeciwności, obiekcje, zasłanianie się wartościami rodzinnymi, katolickimi, dobrem dzieci, moralnością społeczeństwa, które decydowały o życiu homoseksualistów nagle okazały się nieważne – w obliczu zbliżających się wyborów Merkel z dnia na dzień zmieniła zdanie. Obiad w towarzystwie pary lesbijek i wychowywanych przez nie ośmiorga dzieci – tyle trzeba było, zadecydować o życiu 6 milionów obywateli. I mimo ogólnej euforii i radości, że Niemcy dołączyły do 13 pozostałych państw członkowskich, w których można zawierać małżeństwa między osobami tej samej płci, trudno oprzeć się wrażeniu, że Merkel zwyczajnie wykorzystała społeczność LGBT, pokazując jeszcze jedno – że tylko krowa nie zmienia zdania, szczególnie w sytuacji, kiedy przysłowiową marchewką na kiju jest wyborcze koryto.

Anna Burek

—————————————————

Tysiące osób uczestniczyło w paradzie równości w Berlinie 22 lipca br.

Tradycyjna manifestacja odbyła się po raz 39. w rocznicę policyjnych interwencji przeciw homoseksualistom, jakie miały miejsce w USA w 1969 roku. Christopher Street Day (CSD) obchodzony jest w wielu miastach Europy aby przypomnieć wydarzenia z 28 czerwca 1969 roku, kiedy to w Nowym Jorku po akcji policji przeciwko gejom w mieście wybuchły zamieszki, których ośrodkiem była ulica Christopher Street. Berlin jest od lat 20. ubiegłego stulecia jednym z europejskich bastionów homoseksualistów, gdzie domagano się akceptacji dla osób wszystkich orientacji seksualnych.

Barwny korowód przeszedł z bulwaru Kurfuerstendamm w zachodniej części Berlina pod Bramę Brandenburską. Atrakcją pochodu były liczne platformy umieszczone na samochodach ciężarowych wystawionych przez organizacje walczące o równouprawnienie, kluby gejowskie oraz stowarzyszenia i partie polityczne.

Znamiennym jest fakt, iż w przeddzień parady prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier podpisał ustawę zrównującą prawnie małżeństwa jednopłciowe z heteroseksualnymi, włącznie z prawem do adopcji dzieci. Nowe prawo zacznie prawdopodobnie obowiązywać od października. – Okres walki o tolerancję minął. Teraz nadszedł czas na walkę o akceptację – powiedział poseł partii Zieloni Volker Beck, nawiązując do uchwalonej przez parlament ustawy o „małżeństwie dla wszystkich”.

zdjęcia: Grzegorz Lityński
Artykuł zaczerpnięto z nr 243 dwutygodnika Gazeta Informator

- reklama -

Najnowsze firmy w PLUSYdlaBIZNESUWięcej firm >>

Ostatnio dodoane ogłoszenia w #kupujlokalnieWięcej ogłoszeń >>

3 KOMENTARZE

  1. czytelniczka

    Szanowna Pani Redaktor.
    Związki partnerskie w Niemczech są legalne juz od 2001 roku i do tej pory trwała walka o legalizację małżeństw jednopłciowych. W tegorocznych sondażach 80 % Niemców popiera małżenstwa jednopłciowe, a 75% adopcję dzieci przez takie związki. Tak więc zmierzenie się z tym problemem musiało wreszcie nadejść. Posłowie głosowali według swojego sumienia.Pani Kanclerz również.
    Co do poparcia to owszem, notowania Jej spadły wraz z napływem fali uchodzców ale od stycznia tego roku CDU z Merkel odrabia straty i ma się dobrze. Wyobrażam sobie co spotkało by Ją w naszym katolickim kraju, gdyby ta decyzja dotyczyła Polski. Aktualnie Angelę Merkel popiera 55% Niemców (39% jest przeciw). Nie musi sie więc „podlizywać” środowiskom LGBT, choc „kokietowanie” różnych środowisk przed wyborami znamy równiez z własnego podwórka. Tyle faktów.
    Dla mnie osobiście niesmaczne jest publiczne okazywanie w wyuzdany sposób swoich uczuć nawet jeżeli dotyczy to par mieszanych. Dlatego mam nadzieję,że takie jak na złaczonych zdjęciach i podobne parady nie znajdą u nas poklasku.Ale to juz zupełnie inna historia.
    Co do uwag na temat nazwiska pani Kanclerz, to znam śmieszniejsze i bardziej „charakterystyczne”.
    A zupełnie na marginesie: kpiny z czyjegoś wyglądu są w złym guście.Młodość i uroda nie trwa wiecznie…

  2. Racek

    Krótko mówiąc .Szczęście , że urodziłem się Polakiem , i drugie szczęście , że nie jestem pedrylem

  3. zaskoczony

    …a jeśli czepiamy się nazwisk, to wolę już Merkel niż np. Burek…Prawda? Dziwię się, ze w takim stylu pisanie, ma miejsce na tym, wydawałoby się poważnym portalu…To równie niesmaczne i spaczone patrzenie na świat…?

KOMENTARZE

Please enter your comment!
zapoznałem się z regulaminem
Please enter your name here