Fatum

W ciągu ostatnich 35 lat jakie minęły od zaprzestania eksploatacji złóż w tym miejscu, niewiele udało się zrobić w kierunku jego przystosowania do wypoczynku w cywilizowanych warunkach. Czyżby nad Ostrogiem wisiało jakieś FATUM?
Racibórz posiada wiele ciekawych miejsc, które mogą służyć szeroko pojętej rekreacji. Można do nich zaliczyć między innymi zlokalizowane w samym mieście jak i jego okolicach wyrobiska pożwirowe oraz glinianki. Do najciekawszych terenów tego typu należy teren o powierzchni ok. 40 ha zlokalizowany w rejonie ulic Rudzkiej – Grzonki na Ostrogu. Powodami, dla których Raciborzanie upodobali sobie to miejsce jest czysta woda w kilku niewielkich zbiornikach o łącznej powierzchni ok. 15 ha, oraz niewielka odległość od ścisłego centrum miasta. Mimo wyraźnych preferencji Raciborzan, w ciągu ostatnich 35 lat jakie minęły od zaprzestania eksploatacji złóż w tym miejscu, niewiele udało się zrobić w kierunku jego przystosowania do wypoczynku w cywilizowanych warunkach. Czyżby nad Ostrogiem wisiało jakieś FATUM?

Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie musimy sobie przypomnieć kilka faktów z przeszłości. Po zaprzestaniu eksploatacji złóż gliny na tym terenie opiekę na zasadzie dzierżawy roztoczył nad nim Polski Związek Wędkarski. Jest to organizacja społeczna utrzymująca się ze składek swoich członków, a do jej zadań statutowych należy ochrona wód oraz propagowanie sportu wędkarskiego. Realizując swe statutowe cele PZW przeznacza praktycznie wszystkie posiadane środki na zarybianie akwenów oraz porządkowanie terenów wokół nich. W żadnym wypadku do zadań PZW nie należy inwestowanie w bazę rekreacyjną Gmin, czy też budowanie aqua-parków. Trudno więc uznać za zasadne zarzuty Prezydenta Miasta w stosunku do PZW, że przez te wszystkie lata niewiele zrobił (czytaj zainwestował) na tym terenie.

Niejasne okoliczności
Trudno tym bardziej, że wszystkie umowy dzierżawy z PZW miały charakter krótkoterminowy – no może z wyjątkiem tej ostatniej zawartej na 25 lat, a która to wkrótce przestanie być aktualna. Stanie się tak, ponieważ na ostatniej Sesji Rady Miasta w dość niejasnych okolicznościach podjęto Uchwałę o przetargowej sprzedaży prawa użytkowania wieczystego Ostroga na 99 lat wraz z dotychczasowym dzierżawcą i to bez jego uprzedniego powiadomienia o tym zamiarze. Być może wiadomość tą można by uznać za dobrą, bo jest to przecież próba znalezienia inwestora zdolnego do „wpompowania” pieniędzy w bazę rekreacyjną Raciborza. Jest jednak wiele przesłanek, które w taki scenariusz każą powątpiewać. Już w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku miasto podjęło bowiem kompletnie nieudaną próbę wybudowania kompleksu basenów. By ocenić, jak bardzo nieudana była to próba, wystarczy wybrać się na Ostróg i zobaczyć doszczętnie rozkradzione betonowe ruiny, stwarzające realne zagrożenie, w żaden sposób niezabezpieczone przed dostępem osób postronnych. I to właśnie jest prawdziwy obraz troski naszych władz o mieszkańców i mienie Gminy.

Działki dla prominentów
Następna próba zagospodarowania Ostroga miała miejsce w połowie lat 90., kiedy to opracowano koncepcję polegającą na wydzieleniu działek rekreacyjnych dla ówczesnych prominentów i ogrodzeniu ich aż do lustra wody. Koncepcja ta zakładała praktycznie całkowite wyeliminowanie dostępu do tego terenu dla przeciętnego mieszkańca naszego miasta i zostałaby chyba zrealizowana, gdyby nie pamiętna powódź z lipca 1997 roku. Wielka woda zniszczyła także zbiorniki Ostróg, przerywając wiele naturalnych grobli i nanosząc tony wszelkiego rodzaju śmieci z altankami z pobliskich ogródków działkowych włącznie. Kto miał to posprzątać? Przecież nie raciborscy prominenci! Przypomniano więc sobie o wędkarzach i nakazano im pilne uprzątnięcie i zrekultywowanie zniszczonego terenu, w zamian dając krótkoterminową dzierżawę. Wędkarze przystąpili do dzieła nie szczędząc sił i środków, doprowadzając Ostróg do stanu sprzed powodzi.

Tajemniczy inwestor
Nie dane im jednak było wyczerpać okresu dzierżawy, ponieważ na horyzoncie (czytaj w UM) pojawił się tajemniczy „INWESTOR” z Katowic, przynosząc ze sobą naprędce namalowane plakatówką plany inwestycyjne oraz czcze obietnice. Nikt nie zadał sobie trudu, by zbadać osobę samego inwestora oraz jego możliwości finansowych. Bo i po co? Łatwiej było wypowiedzieć umowę dzierżawy PZW i przekazać blisko 40 ha miejskiego majątku na 25 lat byle komu! Jedynym efektem „Inwestycji” było ustawienie nad wodą tablic o treści „Teren prywatny – wstęp wzbroniony” – no może z wyjątkiem urzędników UM miłościwie nam od wielu, wielu lat panujących, praktycznie w niezmienionym składzie! Po kilku latach, po tragicznej, samobójczej śmierci inwestora z Katowic Ostróg znów stał się bezpański.

Pomysły wędkarzy
Przypomniano sobie więc – o kim? O wędkarzach oczywiście! Już w czasie obecnej kadencji Prezydentów i Rady Miasta, by więcej nie tracić dostępu do akwenów na Ostrogu, PZW zdecydował się na pewne inwestycje na tym terenie. Miały one być prowadzone metodą krok po kroku, w ścisłej współpracy z UM Racibórz. Inżynier architekt Lucjan Holecki oraz Leszek Boczoń zaprezentowali władzom miasta koncepcję docelowego zagospodarowania tego terenu (makietę można do dziś podziwiać na parterze w UM ). Koncepcja ta została wstępnie przyjęta przez Radę Miasta, przy czym postanowiono, że miasto będzie co roku przekazywać PZW dofinansowanie w kwocie 50 tys. PLN na realizację inwestycji. Pieniądze wędkarzom przekazano po czym w związku z pomysłem „Acapulco”, pośpiesznie wędkarzom zabrano. Dalej wypadki potoczyły się według scenariusza rodem z Mrożka lub Różewicza – jak kto woli!

Unieważniony przetarg
Rozpisano przetarg na wykonanie projektu zadania, w którym najniższą cenowo ofertę złożył L. Holecki, można więc sądzić – logiczne! jednak w takim miejscu jak UM Raciborza nic nie jest ze swej definicji logiczne – przetarg więc unieważniono. W następnym przetargu wygrały firmy zewnętrzne, a wynikiem ich radosnej działalności oraz kompletnego braku nadzoru ze strony odpowiedzialnych za to urzędników i Prezydenta Miasta był legendarny już projekt na raciborskie „ACAPULCO”. Wartość realizacji tego projektu wyniosła ok. 23 mln. PLN, na które Miasta nigdy nie było i nie będzie stać, natomiast występowanie z takim wnioskiem o dofinansowanie ze środków Unii Europejskiej mogłoby spowodować podejrzenie powszechnego występowania w Raciborzu gąbczastego zwyrodnienia mózgu i ściągnąć inspekcje w tym zakresie, a w skrajnym wypadku doprowadzić do otoczenia Miasta strefą ochronną, jako terenu zadżumionego. Można by się z tego wszystkiego śmiać, gdyby nie to, że na realizację samego projektu wydano z naszych, społecznych pieniędzy ponad 400 tys. PLN. Nic więc dziwnego, że Rada Miasta głosami rozsądku nakazała odłożyć ten projekt na półkę i to w najciemniejszym kącie szafy.

Za i przeciw
Tymczasem na ostatniej Sesji Rady Miasta pod obrady został przedłożony wspomniany już projekt Uchwały. W czasie dyskusji Prezydent nie chciał bądź nie umiał odpowiedzieć na pytanie, czy i jak zamierza zabezpieczyć interesy Gminy oraz dotychczasowego dzierżawcy w przyszłej umowie o przekazaniu użytkowania wieczystego nowemu właścicielowi. A sprawa dotyczy, bagatela, 37 ha gruntów zlokalizowanych w bezpośrednim sąsiedztwie centrum miasta. Zresztą dyskusja w tej kwestii i tak przestanie być zasadna z chwilą przekształcenia prawa użytkowania wieczystego w prawo własności, co jest mocno zapowiadane przez Rząd. Czy w takiej sytuacji nie należało być bardziej ostrożnym i przynajmniej dogłębnie przedyskutować te kwestie, biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw, a nie tylko nieprzepartą chęć wyjścia z twarzą przez Prezydenta z „afery ACAPULCO”? Czy trzeba było koniecznie kierować do zbycia cały teren, tracąc bezpowrotnie nad nim kontrolę a nie np. jego część? Czy nowy nabywca zostanie wybrany lepiej niż bywało to dotychczas? Tych pytań jest wiele, a na odpowiedzi i tak będziemy musieli dość długo poczekać. Jednak w przypadku kolejnej wpadki odpowie za nią już inny Prezydent i inna Rada Miasta i to też jest fakt, który ułatwia robić byle co i byle jak! Dałby dobry Bóg, żeby Raciborzanie kiedykolwiek mogli w cywilizowanych warunkach wypoczywać nad wodą na Ostrogu, żeby tysięczna rzesza wędkarzy mogła się tam oddawać swojej pasji, aktualni Prezydenci i Radni nigdy nie musieli się wstydzić swoich decyzji, a to przesympatyczne miejsce nigdy nie zamieniło się na „Piekło w Raju”!

Tereny inwestycyjne
A może chodzi tu o coś innego? 37 hektarów, o których mowa leży przy planowanej obwodnicy. Blisko 15 hektarów zajmują żwirownie, reszta to nieużytki. Obecna Rada Miasta w planie przestrzennym oznaczyła te tereny pod turystykę. Dzisiaj poszukuje się w Raciborzu terenów inwestycyjnych, poszukiwane są tereny na obrzeżach miasta pod strefę przemysłową, pod markety, dające tak oczekiwany rozwój dla miasta. Czy w przedstawionym temacie, nie za dużo pytań, dziwnych zbiegów okoliczności, czyjegoś „starania”? Plan zagospodarowania przestrzennego zgodnie z wolą większości w Radzie Miasta można zmienić w każdej chwili. Wieczyste użytkowanie w prawo własności zmienić można także. Ktoś powie: kolejna teoria spiskowa. Jeśli tak, to co dzieje się z Raciborzem?
(W artykule wykorzystaliśmy wystąpienie radnego Piotra Ćwika podczas sesji Rady Miasta w dniu 29.03. br.)

/Grzegorz Urbas, Michał Wiącek. "Oblicza", kwiecień 2006/

- reklama -

KOMENTARZE

Please enter your comment!
zapoznałem się z regulaminem
Please enter your name here