Dwudziesta rocznica powodzi tysiąclecia. Wspomnienia…

3
raciborz powodz 1997

„8 lipca postanowiliśmy z synem Markiem włączyć się do akcji ratunkowej. Na dach samochodu osobowego założyliśmy cztery specjalne głośniki podłączone do wzmacniacza z mikrofonem.”

- reklama -

W nocy z 7 na 8 lipca minęło 20 lat od zalania Raciborza. Skala zniszczeń była ogromna. W całej Polsce zginęło ponad 50 osób, a straty oszacowano na kwotę około 12 mld zł. Na terenie Raciborza powódź najbardziej odczuł przemysł – Zakład Elektrod Węglowych i Rafako. O swoich wspomnieniach opowiada Krystian Niewrzoł.

Pomoc od raciborzan dla raciborzan

„8 lipca postanowiliśmy z synem Markiem włączyć się do akcji ratunkowej. Na dach samochodu osobowego założyliśmy cztery specjalne głośniki podłączone do wzmacniacza z mikrofonem. Dotychczas sprzęt ten służył do fonoreklamy ulicznej. Głos nadawany z samochodu przez megafony docierał na odległość nawet ok. 400 m. Zgłosiliśmy się do sztabu akcji ratunkowej w świetlicy Spółdzielni Mieszkaniowej przy ul. Wileńskiej. Od prezydenta Markowiaka dowiedzieliśmy się, iż w Szkole Podstawowej nr 15, gdzie zwożono śmigłowcami i pontonami powodzian z dachów zalanych budynków, jest potrzebna natychmiast żywność oraz koce, śpiwory i odzież. Z zewnątrz nie dotarła jeszcze żadna pomoc. Poprosiliśmy kierowców Żuka i Nysy czekających przy ul. Wileńskiej na dyspozycje. Taką kawalkadą pojechaliśmy na osiedle „Hetmańskie” przy ul. Starowiejskiej. Kiedy wjechaliśmy na osiedlowy plac zabaw zobaczyliśmy zupełnie inny świat. Ludzie opalali się na balkonach, siedzieli beztrosko na ławkach pod blokami. Kiedy przez megafony poinformowałem ich o tym, co dzieje się 1000 metrów dalej, że woda sięga do ul. Łąkowej, a powodzianie w szkole potrzebują pomocy materialnej i żywności, w ciągu 15 minut ustawiły się kolejki ludzi z pełnymi reklamówkami. Szybko zapełniły się obydwa samochody. Ludzie prosili, aby jeszcze raz przyjechać na osiedle. Nie potrafiłem ukryć wzruszenia i łez. Byłem zaskoczony taką reakcją mieszkańców Raciborza. Kiedy przyjechaliśmy z tymi darami do SP nr 15, mile zaskoczony był również Mirosław Lenk, kierujący akcją pomocową w tym obiekcie. Po rozładowaniu pojechaliśmy jeszcze z podobnym apelem na osiedle przy ul. Żorskiej i Pomnikowej. Reakcja mieszkańców była również natychmiastowa i ofiarna. Na drugi dzień, 9 lipca jeździliśmy w pobliże zalanych terenów, przekazując powodzianom różne komunikaty ze sztabu akcji ratunkowej. Informacje przekazywane nieustannie przez Radio Vanessa nie docierały do wszystkich poszkodowanych, ponieważ nie mieli dostępu do radioodbiorników albo wyczerpały się im już baterie.

Uratowaliśmy człowieka

Pod wieczór w naszym CB-radiu usłyszeliśmy głos ratowników WOPR, proszących o pomoc w akcji dostarczania żywności do budynków przy ul. Głowackiego, Drzymały i Sejmowej. Szybko pojechaliśmy do tego miejsca. Woda sięgała do budynku pod Urzędem Skarbowym. Sporo gapiów i ich samochody blokowały dostęp do obrzeża wielkiej wody. Na prośbę przez megafony, ludzie natychmiast odsunęli się i odjechali samochodami. Po skontaktowaniu się z młodymi ratownikami na pontonach, pojechaliśmy do SP nr 15. Panie w kuchni stołówki szybko przygotowały paczki, między innymi z chlebem i mlekiem dla dzieci. Wróciliśmy z samochodem dostawczym na miejsce akcji pod Urząd Skarbowy . Na naszą prośbę pojechał z nami samochód straży pożarnej z reflektorami, aby od strony baszty oświetlić teren, ponieważ zbliżał się zmierzch. Zapowiedź przez megafony o przywiezionej żywności została przyjęta oklaskami przez stojących na balkonach mieszkańców zatopionych budynków. Ratownicy WOPR na trzech małych pontonach uwijali się niezwykle ofiarnie, ryzykując zdrowiem i życiem.

wystawa zdjec powodz 1997 raciborz

W piątek, 7 lipca, na raciborskiej przystani otwarto wystawę zdjęć powodzi z 1997 r. autorstwa mieszkańców Raciborza. O wydarzeniach sprzed 20 lat mówili prezydent Mirosław Lenk i komendant Powiatowy Państwowej Straży Pożarnej w Raciborzu Jan Pawnik. Swoimi wspomnieniami podzielili się także autorzy fotografii. Czytaj również: Powódź z 1997 r. w obiektywie. Otwarto wystawę zdjęć

Żywność przekazywali z pontonów na balkony a sami mieszkańcy donosili już paczki na wyższe kondygnacje. Najtrudniej było dostarczyć żywność do długiego budynku przy ul Podwale, gdzie balkony znajdowały się pod wodą. Ale i z tym poradziliśmy sobie. Ratownicy dostali się do budynku przy ul. Głowackiego, rozbili kłódki z włazów na dach i w ten sposób przeszli do sąsiedniego bloku. Dwójka ratowników mimo zapadających ciemności zaryzykowała, zawożąc pontonem żywność nawet do bloków przy ul. Sejmowej. Najtrudniej było pokonać silne zawirowania wody na skrzyżowaniu ul.Drzymały z ul. Głowackiego.

Około północy zakończyliśmy akcję dostarczania żywności do bloków poniżej Urzędu Skarbowego. Ratownicy WOPR, zmoczeni, zmęczeni załadowali pontony na samochód dostawczy i odjechali na posiłek do Szkoły Podstawowej nr 15. Razem z synem pozostaliśmy jeszcze na miejscu. Przed nami panowały zupełne ciemności, w których można było dostrzec olbrzymią taflę wody, z której wyłaniały się zabudowania. Za niektórymi oknami paliły się świece. Był to straszny widok. Przez megafony kilka razy zapytaliśmy mieszkańców, czy potrzebują jakieś pomocy, szczególnie medycznej. Nie było żadnej odpowiedzi z okien i balkonów. Około godz. 1:00 w nocy postanowiliśmy wsiąść do samochodu i odjechać z tego miejsca. Niemal w ostatniej chwili Marek zauważył daleko w ciemnościach jakieś poruszane światełko latarki. Wyłączyliśmy silnik samochodu. Wtedy usłyszeliśmy wołanie kobiecego głosu: Ratunku, człowiek tonie! Przez megafony zapytaliśmy „Gdzie?” Okazało się , iż o pomoc wołała pani z balkonu nad dawnym sklepem spożywczym obok zakładu fotograficznego w pobliżu skrzyżowania ul. Drzymały z ul. Mickiewicza.

Szybko, jak najbliższą trasą, na skróty pędziliśmy do szkoły po ratowników. Na szczęście jeszcze byli na miejscu. Błyskawicznie załadowali ponton na samochód i razem pędziliśmy na ul. Mickiewicza. Asekurował nas wóz policyjny, który przedtem ścigał nas za jazdę na skróty. Podjechaliśmy pod pomnik Eichendorffa. Razem z ratownikami na ponton wsiedli też policjanci. Gdy podpłynęli pod budynek okazało się, iż na okratowaniu okna sklepu spożywczo-monopolowego wisiał krańcowo wyczerpany mężczyzna. Z wody wystawała jedynie jego głowa. Po zdjęciu go z krat policjanci założyli mu kajdanki i zabrali na komisariat. Mogliśmy się jedynie domyślać, w jakim celu ten niedoszły topielec tam się znalazł. A my przeżywaliśmy ogromną satysfakcję z uratowania człowieka. Potem media podały, że na szczęście w Raciborzu nie było żadnych ofiar.”

Każdy ratował się jak tylko potrafił

„Mój znajomy mieszkający na Płoni jakiś czas po powodzi opowiedział mi, że kiedy zdał sobie sprawę ze zbliżającego się zagrożenia, potraktował pianką uszczelniającą wszystkie okna i drzwi, mając nadzieję, że to uchroni jego dobytek przed zalaniem. Nic bardziej mylnego, woda przedostaje się przez każdą szczelinę, tak też się stało w tym przypadku. Były też osoby, które same nie potrafiły się ratować. W Domu Spokojnej Starości pensjonariusze nie poradziliby sobie samodzielnie. Poprzednia pani dyrektor, wtedy jeszcze pracownica, udzielała pomocy seniorom, przeprowadziła wszystkich na wyższe kondygnacje budynku i trwała z nimi.”

Z Bogiem i dzięki Bogu

Przepowiednia głosi, że jeżeli wokół kolumny maryjnej odbywać się będą prace ziemne, miasto zaleje woda. Warto wspomnieć, że dwadzieścia lat temu, krótko przed lipcową powodzią, na rynku trwały prace architektoniczne.

Według wspomnień Krystiana Niewrzoła, woda przybywała w zastraszającym tempie. „Nieżyjący już śp. Piotr Joszko, organista z Płoni, 7 lipca szedł na wieczorną mszę, chodnik był suchy. Msza trwała około godzinę, a organista, wychodząc z kościoła już zauważył zmianę. Woda sięgała mu do kostek i z każdą minutą jej przybywało. Do domu miał 300-400 metrów, a sporą część trasy przebiegł.

W Domu Spokojnej Starości z kaplicy uratowano z tabernakulum Najświętszy Sakrament. W ostatniej chwili ta sama pani, która ratowała staruszków, przeniosła Komunię Świętą na wyższe piętro. „To, że nikt nie zginął w powodzi i udało nam się uratować człowieka, to chyba zasługa Boga. Nie umiem wytłumaczyć tego zjawiska. Ręka Boska nad nami czuwała i uchroniła od śmierci wiele ludzkich istnień.”

20 lat po powodzi nadal nie jesteśmy bezpieczni

Ile możemy czekać na powstanie zbiornika Racibórz Dolny? Przez 20 lat nie mamy ochrony przed powodzią, zbiornik nie jest gotowy, a ludzie ze strachem obserwują większe opady deszczu, bojąc się, że sytuacja z 1997 roku się powtórzy. Mieliśmy przykład w 2010 roku, na szczęście podtopienia były niewielkie i Racibórz uniknął katastrofy.

Tereny zalewowe są wykorzystywane w celach inwestycyjnych. Na Ostrogu w bardzo niewielkiej odległości od kanału Ulgi powstaje Strefa Ekonomiczna, część parceli już jest eksploatowana. Dlaczego w czasach niemieckiego Raciborza nie wykorzystywano tych terenów? Na starych niemieckich mapach jest wyraźnie zaznaczone, że Ostróg jest obszarem najbardziej zagrożonym w czasie powodzi. Ocenę sytuacji pozostawiam do własnych przemyśleń Czytelników.

Wspomnienia: Krystian Niewrzoł
Opracowanie: Aleksandra Pelka

- reklama -

3 KOMENTARZE

  1. ÓWCZESNE WŁADZE MIASTA I POWIATU O WIELU AKCJACH JAK TA OPISANA NIE WIEDZIAŁY LUB ZAPOMNIAŁY. PRAWDZIWI BOHATEROWIE NIE POTRZEBUJĄ ROZGŁOSU. PAN BÓG IM TEGO NIGDY NIE ZAPOMNI.

  2. Pamiętam tą akcję przy ul. Głowackiego. Ci młodzi ratownicy WOPR na pontonach , kierowani przez megafony Pana Niewrzoła i jego syna to było prawdziwe bohaterstwo. Uratowanie tonącego człowieka
    w nocy to zasługuje na ogromne słowa wdzięczności raciborzan.

KOMENTARZE

Please enter your comment!
zapoznałem się z regulaminem
Please enter your name here